sobota, 6 lutego 2016

dva

Kiedy zasiadłeś przed barem... Moje serce znów mocniej zaczęło bić. Tak na Ciebie reaguje, kretynie. A nie powinno, prawda? Mimowolnie robi to już od pięciu lat, od momentu naszego pierwszego spotkania. Mimo tych upadków... I całej przeszłości.
Mimo tego, iż uczucia, którymi Cię darzyłam nie powinny już istnieć, dalej egzystowały i miały się świetnie. Jak na złość. Doprowadziłeś mnie tym do płaczu... Nie pierwszy zresztą raz. Ostatnio robiłam to coraz częściej, kiedy Luka wraz z ciotką spali. Nie daję rady z tym wszystkim, jest mi coraz ciężej, wiesz? Nie, bo nie obchodzi Cię mój los.
Bałam się o to, co będzie, od kiedy tu się przeniosłeś. Modliłam się o to, byśmy się nie spotkali, byś nigdy się nie dowiedział o tym, gdzie jesteśmy. Przestaliśmy dla Ciebie istnieć w dniu, kiedy to uciekłeś przed odpowiedzialnością.
A Ty tak po prostu się pojawiłeś tam, gdzie pracuję... Nie mogłam uwierzyć w to, że trafiłeś akurat tutaj. Oby to był przypadek, jednorazowa wpadka.
Dalej się dziwię, jak wytrzymałam ten czas, gdy byłeś tak blisko... Jakim cudem się wstrzymałam przed samodzielnym odnalezieniem Ciebie i wykrzyczeniem Ci w twarz tego, jaki jesteś.
Chyba mnie nie poznałeś. To dobrze, nie muszę się aż tak bać. W dodatku jesteś pijany, więc nic nie będziesz pamiętać...
Siedziałam w naszej kanciapie, prosząc w duchu, żebyś zniknął, żeby to wszystko okazało się idiotycznym snem. Ale oczywiście, moje szczęście ma mnie głęboko gdzieś, dalej tam jesteś i powoli opróżniasz już czwartego drinka. Wyobrażasz sobie to, jak bardzo Ci to szkodzi? I co powoduje u mnie? Załamię się przez to, co się teraz dzieje. Te wszystkie uczucia... Lęk, strach... Jednocześnie te, które nie powinny istnieć.
Luka jest coraz starszy i coraz częściej się pyta o to, co jest z jego tatą. Co ja mam mu odpowiedzieć? Że jego ojciec jest kretynem, tchórzem i idiotą? Że uciekł przed odpowiedzialnością? Naprawdę, ta sytuacja mnie wykańcza i coraz ciężej mi kłamać.
Cały rok udawało mi się ukryć przed Tobą, a teraz? Tak po prostu tu przyszedłeś.
- Idź już - warknęłam, wiedząc, że mnie nie usłyszysz. Błagam, niech już będzie północ i koniec mojej zmiany... Zniknij, świetnie sobie radzimy w dwójkę. No dobra, w trójkę, w końcu jest Marie, moja ciotka. Jedyna, która mi pomogła. 
Kogo Ty chcesz oszukać? - zapytała moja podświadomość. - Widać jak na dłoni, że Mały potrzebuje ojca. Nigdy mu go nie zastąpisz. To nie to samo.
- Nika? A Ty nie przy barze? - zapytał szef. Westchnęłam, poprawiając fimowy strój. Nie znosiłam tego debilnego przebierania się, ale cóż, jak trzeba to trzeba.. Na szczęście ciąża nie zmieniła za zbytnio mojej figury, a to, że faceci się we mnie wtedy wgapiali... To inna kwestia.
- Już idę, Davy.
Głęboki wdech i jedziesz. Wychyliłam się zza drzwi. O nie, dalej tu siedzisz...

Obsługiwałam właśnie nieźle wstawioną parę, gdy mnie zawołałeś. Zacisnęłam wargi i spróbowałam zapanować nad wszelkimi uczuciami.
- Poproszę o rachunek - sprawiałeś wrażenie trzeźwego, ale wizja Ciebie wracającego do domu w takim stanie... Moje serce sprzeciwiało się temu widokowi.
- Nie wracaj samochodem - szepnęłam, podając Ci papierek z kwotą, jaką nabiłeś. Po jaką cholerę ja to powiedziałam? 
- Czemu się tak o mnie troszczysz? - zapytałeś wyraźnie zaciekawiony.
Skłam - szepnęła podświadomość, a serce mówiło wręcz przeciwnie. Zacisnęłam wargi. Wpakowałaś się, Nika.
- Przypominasz mi kogoś... Osobę, o którą cholernie się bałam... - spuściłam głowę i zacisnęłam dłonie. Brawo, mistrzu, pojechałaś po bandzie.
- Oh... To miłe. Mogę się o coś zapytać? - podniosłam wzrok. Te oczy... Dalej na mnie działają. To spojrzenie... 
- Ttak? - proszę nie, tylko nie to. Przestań...
- O której zaczynasz jutro pracę? - no nie. Tylko nie to.
- Po co Ci to potrzebne do wiadomości? - zaśmiałeś się słodko. Ten grymas powodował, że byłeś jeszcze bardziej uroczy, niż zawsze. A ja coraz bardziej miękłam. To będzie miało zły finał...
- Chciałbym wiedzieć.
- Szesnasta... - bardziej zabrzmiał to jak pisk, niźli jak normalna wypowiedź.
- Dasz może się wyciągnąć na kawę, herbatę?
Poczułam jak moje serce szybciej pompowało krew. Nie, dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki... Chociaż... Za drugim razem to już nie błąd, tylko własny wybór.
- Nie mogę.
- Czemu?
- Mam rodzinę, z którą chcę spędzić chociaż trochę czasu w niedzielę - zauważyłam Twoją reakcję na słowo rodzina. Za ciekawa to ona nie była...
- Oh... No dobrze - podałeś mi banknot z nominałem 100 Euro. - Reszty nie trzeba.
Odłożyłam pieniądz do kasy i przeniosłam na Ciebie wzrok. Wpatrywałeś się we mnie z zagadkowym wyrazem twarzy. Nie, nie możesz mnie poznać.
- Wróć pieszo, jutro przyjdziesz po samochód - czemu ja byłam dla Ciebie taka troskliwa? Ty tak nie robiłeś...
Podniosłeś się i oddałeś mi kluczyki od auta.
- Jutro po nie wrócę - zabrzmiało to jak obietnica...

Nie powinnam brać na poważnie tego, co powiedziałeś. Przecież nie byłeś szczery wobec mnie. 
Ale z drugiej, tej gorzej strony... Dziś szczęście się do mnie uśmiechnęło. Pierwszy raz od tak dawna... 
Słowo rodzina dało Ci przypomnieć wszystko, co straciłeś, prawda? I to, czego nie odzyskasz... Nie pozwolę Ci na to, byś się dowiedział o Luce. By mógł mówić na Ciebie tata... Za nic w świecie. To mój skarb, który Ty porzuciłeś.
Kogo chcesz oszukać? I tak pobiegniesz do niego przy pierwszej lepszej okazji - swoje racje wyraziło sumienie. 

Po Twojej wizycie zmiana minęła szybko. Pożegnałam się z załogą i wsiadłam do swojego autka. Dwadzieścia minut potem zamykałam już garaż, a chwilę potem byłam już w domu.
Ciocia siedziała na kanapie, czytając książkę. Standardowy widok, kiedy miałam na drugą zmianę.
- Cześć, ciociu - pocałowałam ją w policzek na powitanie. - Grzecznie zasnął?
- Witaj, kochanie. Tak, dziś wyjątkowo nie sprawiał problemów.
- Niemożliwy jak tatuś... - westchnęłam, przechodząc do kuchni.
- Misia, stało się coś? - od razu ruszyła za mną. Opowiedzieć jej, czy raczej nie? - Kochanie, powiedz co Ci leży na sercu.
Usiadłam na wysokim stołku, chwytając w dłonie pomarańczę. Obróciłam nią kilkakrotnie, próbując ułożyć w głowie odpowiedź.
- On tam przyszedł, ciociu - widać było, że mina jej zrzedła. - Na szczęście mnie nie poznał, albo nie mówił tego na głos. Ale pamięta...
- To było do przewidzenia, że całe życie nie będziesz się przed nim ukrywać.
- Nie chciałam by do tego doszło. Cztery lata spokoju, to było coś.



witam Was, niektóre po pierwszym tygodniu szkoły, a inne w trakcie ferii, a jeszcze inne oczekując ferii! jak zleciał ten tydzień?;) u mnie to była jedna wielka mieszanka wybuchowa... 
ale mniejsza. jak się podoba rodział? :) pozostawiajcie swoje opinie!

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twoje opowiadanie, ponieważ czyta się je strasznie lekko i szybko. Musiał ją poznać. Jestem tego pewna. Aż tak by się zmieniła? Ciężko mi w to uwierzyć....Nika nie powinna podejmować żadnych decyzji pod wpływem emocji, ponieważ są one najgorsze.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    http://wzburzone-fale.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. vnsivni jezu już myślałam że się wyda, że ona to ona ;-;
    cos czuje ze on tak latwo nie odpusci xD
    czekam nn <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. DOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMINIKA!!! :CCC
    JEZUSIE ŚWIĘTY!
    DAWAJ MI TUTAJ TRÓJKĘ BO JA CHYBA NIE WYTRZYMAM! XD
    MAAAAMO JAKIE TO JEST CUDOWNE *-*
    UMRĘ Z CIEKAWOŚCI NAPRAWDĘ :D
    PRZEPIĘKNE ♥
    JEEEEEJU ♥♥♥♥
    CZEKAM Z OOOOOOGROMNĄ NIECIERPLIWOŚCIĄ NA KOLEJNY!! XD
    Kc ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozpozna ją w końcu?
    Chce wiedziec 😂
    Ile on pije :/ skoń z tym piciem już :/
    Czekam na kolejny 😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież to ONA! :O
    Bierz dupe w troki i niech się rozpoznają w końcu! :D
    Chcesz abym umarła z ciekawości? I kto wtedy będzie komentował? :(
    Czekam na kolejny Dominiko.
    Rozdział jest świetny. :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś czuje, że następny rozdział może być ciekawy :) W końcu właściciel przyjdzie po swoje kluczyki.
    Czekam na nowość!

    OdpowiedzUsuń