Szedłem alejkami parku, z dłońmi wciśniętymi do kieszeni. Moją głowę - standardowo już - zaprzątacie Wy.
Gdzie jesteście? Co robicie? Ułożyłaś sobie życie z kimś innym? Ten ktoś traktuje nasze dziecko jako własego synka? Czy mały mówi na niego "tata"?
Pytania, które bolały. Jednocześnie te, które dzień dnia mnie prześladowały. Nie umialem się od tego odciąć, a powinienem. Powinniście być moją przeszłością, w końcu sam Was odrzuciłem. A moją karą do końca życia będą te pytania.
Chyba że... Stanie się cud, odnajdziemy się i... Wszystko wróci do normy, w co szczerze wątpię coraz bardziej. Co musiałoby się stać, abym mógł zapomnieć? Czemu próbuję wierzyć w coś, co nigdy nie będzie miało miejsca?
Zatrzymałem się przy jednym z placów zabaw. Nawet nie wiem co mnie ciągnie do tego miejsca, szczególnie w Monachium. To po to, abym bardziej cierpiał, tak? Dziękuję losie, już wystarczająco cierpię od ponad czterech lat, nie sądzisz, że to za długo?
Oczami wyobraźni widziałem nas i naszą idealną przyszłość, gdyby nie zdarzył się ten piekielny dzień, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Te obrazy prześladują mnie tak często jak te pytania. Są chwilową odskocznią od tego wszystkiego...
Idziemy w trójkę, trzymając się za ręce, szczęśliwi, tak jak zawsze. Nasz synek bawi się z dziećmi w piaskownicy w pobliskim placu zabaw, a Ty siedzisz na ławce obok mnie, korzystając z ostatnich ciepłych promieni słońca. Nasze dłonie są splecione, na palcach serdecznych spoczywają dwa złote okręgi. Tak właśnie ją widziałem - gdybym Cię nie opuścił, oświadczyłbym Ci się jak najprędzej to możliwe. Odliczałbym dni do naszego ślubu, podobnie jak do narodzin naszego szkraba.
Każdy dzień z Tobą uważałbym za skarb i dar od boga.
Razem byśmy urządzili nasze gniazdko w Monachium, a także w Norymberdze. Taki dom, o którym kiedyś mi opowiadałaś, taki, o którym marzyłaś. Chociaż... Twierdziłaś także, że każde miejsce w którym będziemy razem jest Twoim azylem, najlepszym miejscem. Tak bardzo chciałbym być tuż obok...
Zacisnąłem palce na ogrodzeniu. Tyle szczęśliwych rodzin, tyle kobiet z dziećmi w jednym miejscu... Oddałbym wszystko, abyśmy mogli się chociaż na chwilę spotkać... Abym mógł ujrzeć Twoją twarz, usłyszeć Twój głos, zobaczyć stary uśmiech, stary błysk w oku, poczuć Twój dotyk... Chociaż przez chwilę. To było, jest i będzie moim największym marzeniem.
Moich uszu dobiegł płacz, który wyrwał mnie z zamyślenia. A po chwili głos...
- Luka, nie płacz - tak bardzo znajomy tembr... Rozwarłem powieki, szukając źródła tego cudnego dźwięku. Moim oczom ukazała się blondynka, kucająca przy wózku. Kolor włosów niemal taki sam jak u Ciebie... Nie wiem, co mnie podkusiło, ale podszedłem w ich stronę.
- Coś się stało? - nie wiem, jakim cudem to wykrztusiłem. Kobieta uraczyła mnie spojrzeniem. Te rysy twarzy... To zwykły przypadek, przecież tyle jest kobiet o tym kolorze włosów... Ale te oczy, ten owal twarzy... Kształt ust... Po prostu wszystko
Z ledwością oderwałem wzrok od niej, przenosząc ją na dziecko. Jego tęczówki patrzyły się na mnie, a płacz cichł. Ten chłopiec... To kolejna schiza, prawda? To dziecko przypomina mi mnie...
- Nie, nic... - odparła, chrząkając. - Już jest dobrze - ktoś zaczął donośnie wołać Dominika!. Serce mi stanęło. To nie może być przypadek. - Spójrz, słoneczko. Tata już jest - podniosła się i ruszyła wózkiem, mijając mnie obojętnie.
To Wy. Los sobie że mnie kpi, nieprawdaż? Tyle czasu o to prosiłem, a tu nagle...
Spojrzałem się w ich Waszą stronę. Kierowałaś się ku wysokiemu mężczyźnie, ubranego w garnitur. Zamknął Cię w swoim uścisku, składając na Twoich ustach soczystego całusa, który złamał moje serce ostatecznie.
Tego chciałeś? - zapytała się mnie podświadomość. - Chciałeś dowiedzieć się co u nich, to proszę. Jest szczęśliwa. Bez Ciebie. Na Ciebie też czas, kretynie. Zostałeś sam na tym świecie.
Poderwałem się do pozycji siedzącej, zlany potem. To sen, mój boże. Zwykły sen. Jaki sen do jasnej cholery?! Koszmar. Który może się wydarzyć w rzeczywistości... W najgorszym przypadku... Muszę przed tym się uchronić.
Zwariujesz przez to - usłyszałem w głowie. Ja to wiem, już zwariowałem. A szczególnie słysząc te głosy "mądrości"...
Po treningu pojechałem do klubu. Co mnie tam ciągnęło? Nika? Jej podobieństwo do Ciebie? Całkiem możliwe...
Zasiadłem ze swoim zamówieniem w rogu sali, aby mnie nie widziała. Nie chciałem się jej narzucać swoją obecnością. Czy ja się przypadkiem nie zakochałem? Przecież... Ja dalej Cię kocham, nie mogę nic czuć do jakiejkolwiek kobiety... Nie mogę, nie chcę Ci tego zrobić. Co, jeśli się spotkamy? Jeśli mi wybaczysz?
- Mike, przyjedź, ja wariuję - wyszeptałem do słuchawki, wwybierając numer do osoby, która Cię także znała.
Wariuję przez tę pieprzoną decyzję, której najbardziej żałuję. Zamknijcie mnie w ośrodku dla obłąkanych, to mi pomoże się uwolnić od tej obsesji... Chociaż nie, nic mi nie pomoże. Nikt i nic. Tylko Ty. A to jest niemożliwe...
- Mike, pamiętasz Domi, co nie? - zapytałem przyjaciela, gdy tylko się przywitaliśmy.
- Która Twoja była? - wywróciłem oczami. Świetną porę na żarty sobie znalazł. - No jasne, że tak, przecież w czwórkę wychodziliśmy do kina. Były to najlepsze podwójne randki mojego życia - wyszczerzył się. W mojej głowie mimowolnie pojawiły się przebłyski tych wypadów. Kolejne obrazy, które dołączą do męczenia mnie? Co jeszcze? Co jeszcze chcecie mi pokazać, abym szalał bardziej?
- Wiesz co jej zrobiłem? - spytałem z bólem po kilku minutach milczenia.
- Nie tłumaczyłeś mi, czemu się rozstaliście.
Zwilżyłem językiem zaschnięte wargi. Musiałem do tego wrócić, co nie? No kurwa musiałem.
- W dniu kiedy ją...rzuciłem... Dowiedziałem się, że wpadliśmy - przez chwilę jego oczy sprawiały wrażenie jakby miały wypaść z oczodołów.
- Czemu ja się teraz o tym dowiaduję?! - naskoczył na mnie. Słusznie zresztą.
- Nie potrafiłem o tym powiedzieć komukolwiek z naszego otoczenia. Dziś też jest mi ciężko o tym mówić. Mike, ja wariuję, rozumiesz to? Codziennie coraz bardziej żałuję tego, że ją, teraz to ich zostawiłem.
- Słusznie. Ściągnąłeś mnie tu po to, aby się wyżalić?
- Też. Widzisz tę przy barze? - spojrzał za mną. Stała przy nim Nika i obsługiwała kogoś. Jej twarz w kolorowych światłach była jeszcze piękniejsza, a moje serce nawalało trzy razy szybciej. - Ona jest moją ostatnią nadzieją.
Mike patrzył się w stronę baru, wnosząc brwi ku górze.
- O cholera - wydostało się z jego warg. O nie, kolejny przeze mnie zwariuje.
chyba zebrałam się na tyle po finale Porwanej na tyle, aby zacząć tu na stałe publikować.
lubię robić niespodzianki i - standardowo - nie rozwinęłam wątków z poprzednich rozdziałów, tylko wystartowałam z czymś nowym...:D
liczę, że się podoba! oraz... widzimy się za tydzień 💕

O lujujujujjujujuju jakie to piękne ♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńDoooooominika no XD <3 ja nie dam rady do następnego! XD
Nie wytrzymam !!! XDDDD
Cuuuuuudowne <33333
Czekam z niecierpliwością na kolejny
Buziaki :******
dunfuwfnwuifgn więcej!!
OdpowiedzUsuńszkoda mi go w sumie :c
Musi sie wszystko ulozyc :c
Czekam na kolejny <3
Łomygy! ^^ To jest tak cudowne, że aż mnie przerażaj jak Ty chcesz w tej cudowności namieszać, że omg :D
OdpowiedzUsuńDlaczego kończysz zawsze wtedy jak ja już siedzę taka wkręcona w rozdział na maksa? XD
Powinnaś jeszcze dłuższe rozdziały pisać! ^^ Bo takie długości mnie nie zadowalają XD
Rozdział świetny i czekam na kolejny! <3 Pośpiesz się lepiej z tym rozdziałem. ^^
Z jednej strony jest mi go szkoda, ale z drugiej.. Zasłużył sobie na to, prawda? Za błędy się płaci.
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej!
Popełnił jeden poważny błąd i ciągnie się to za nim przez lata, znam to :/ chcę więcej, więcej, więcej !!!
OdpowiedzUsuń