To co usłyszalem z jej ust... Dotarło do każdej komórki mojego ciała i zamurowało mnie. Skąd ona tyle wiedziała? Chyba że... Nie, to byłoby za duże szczęście, gdybyś się tu znalazła i to pod postacią Niki. Ale ten chłopiec... Tak bardzo przypomina dziecko z Twoich zdjęć... Może jednak nie zwariowałem?
Nika musi mi to wszystko powiedzieć. Muszę się upewnić, czy ona jest dokładnie tą samą osobą, którą skrzywdziłem, a Luka jest moim synem.
Uważnie przyglądałem się każdemu Waszemu zdjęciu jakie miałem pod ręką, porównując Was do obrazu Niki i Luki. To musi być przypadek, to nie mogą być oni... Byłbym totalnym idiotą, gdybym tego nie zauważył! Ale jej słowa... Skądś musi wiedzieć. Muszę sprobować dowiedzieć się czegokolwiek.
Odnalazłem Cię, a Ty mi wybaczyłaś. Tak po prostu. Wszystko było idealne... I wtedy to okazało się kolejnym głupim snem. To przecież nie ma szans. Nigdy mi nie wybaczysz, choćbym i błagał Cię na kolanach. Za bardzo Cię skrywdziłem.
Tak bardo chciałbym móc chociaż przez chwilę trzymać Cię w swoich ramionach, poczuć Twój dotyk na sobie, zobaczyć naszego synka...
Chociaż pozostały mi sny i marzenia. Ich nikt mi nie odbierze. A także nadziei, że będzie dobrze.
Czekałem przed klubem. Sam już nie wiem nawet na kogo. Minął tydzień, a Nika się nie pojawia... Coś musi być nie tak... Czemu tylko ja nie wiem, co się dzieje?
Drzwi się otworzyły, a wyszła z nich Tleniona. Cóż, może od niej uda mi się coś wyciągnąć... Oby mi pomogła.
- Hej, Ty! - zawołałem, a ona zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na mnie. - Co jest z Niką?
- A Tobie po co to do wiadomości? - zapytała tonem adwokata, broniącego swojego klienta jak lwica lwiątka.
- Po prostu chcę wiedzieć. Co z nią?
- Jest na urlopie - westchnąłem ciężko. Zmarnowałem kilka dni na bezczynnym siedzeniu tam...
- Jest chora, ktoś jej umarł, czy co?
- Ma chorego synka - powiedziała ostrożnie, chyba kilkakrotnie się zastanawiając, czy może to powiedzieć. Poczułem... Poczułem dziwne kołatanie w okolicach serca. - Nie umiała go tak po prostu zostawić w domu z ciotką... Wystarczy, że robi to codziennie, gdy tu przychodzi, aby pomóc w utrzymaniu domu. Mieszkają w trójkę...
Mają problemy, tak?
- Powiedz mi coś o niej, proszę - szepnąłem błagalnie, składając dłonie jak do pacieża. Muszę znaleźć potwierdzenie swoich myśli, że to może być moja Domi... Mam dość tej pieprzonej niepewności.
- Jeśli potrzebujesz informacji, to dlaczego sam się jej nie zapytasz? - uniosła podejrzliwie brwi ku górze.
- Jeszcze żeby chciała ze mną rozmawiać o sobie...
- Co byś chciał wiedzieć? - chyba się nade mną zlitowała. - Może uda mi się udzielić na to odpowiedzi.
- Gdzie mieszka? - zapytałem prosto z mostu, a ona spojrzała na mnie jak na człowieka z wariatkowa.
- Chyba oszalałeś, że powiem Ci takie rzeczy! - krzyknęła. - Obcym, napalonym facetom?!
Wywróciłem oczami. Nie jestem obcy... Chyba. A ona pewnie dałaby wszystko, abyśmy byli tacy za wszelką cenę...
Ale z drugiej strony... Trochę się zagalopowałem. Jeśli to nie ta osoba, to niepotrzebnie się zbłaźnię...
- A powiesz mi chociaż jak ona się nazywa? - ogarnąłem się i przeszedłem do właściwych konkretów. Chyba mi nie powie, że takich rzeczy też nie może zdradzić?
Zacisnąłem wargi, uważnie lustrując dziewczynę spojrzeniem. Czekałem na ten moment, kiedy z jej ust wypłyną te dwa słowa, które dadzą mi nadzieję, albo rozwieją wątpliwości.
Powiedz to wreszcie do jasnej anieli.
- Dominika Bursche - czułem przyspieszone bicie serca.
Teraz mam już całkowitą pewność... Jak ja mogłem Cię nie poznać?! Tyle dni... Byłaś tak blisko... Jaki ze mnie kretyn. Wyrzuty sumienia mnie zaślepiły, czy co?!
W oczach stanęły mi łzy. Łzy szczęścia. To nie sen, co nie?
- Hej, hej! Co z Tobą?! - blondynka potrząsnęła moimi ramionami, a ja chyba wróciłem do świata żywych. Zamrugałem kilkakrotnie powiekami, chyba już wszystko dobrze. Nie rozkleiłem się jak cienias tuż obok nieznajomej.
- To nie sen, co nie? - zapytałem ją. Nie wierzę, jesteście tak blisko...
- Cholera, o co chodzi?! Nie mam całej nocy, aby stać tu z Tobą i słuchać Twoich mamrotań!
Odetchnąłem ciężej. Może chociaż ona mnie zrozumie...?
- Nie wpadłaś na to, dlaczego jestem tu praktycznie codziennie w jej poszukiwaniu?
- Zakochałeś się w Nice, czy co?
- Zrobiłem to już pięć lat temu... - zaśmiałem się smutno, a ona wytrzeszczyła oczy. Jednak wie...
- T..to ty nim jesteś?! - wykrzyknęła, a jedna z jej rąk puściła moje ramię i wymierzyła mi siarczystego policzka.
Złapałem się za bolące miejsce. Zasłużyłem na to... Ale żeby po takim czasie? I to od całkowicie obcej dla mnie osoby?
- Tak, to ja. Skąd o tym wiesz? - spytałem.
- Jestem jej przyjaciółką, kretynie - warknęła. - Jak mogłeś się tak zachować?! Widać, że myślicie tylko chujami.
- Nie miałem nawet siedemanstu lat, nie byłem na to gotowy, bałem się! - broniłem się, co nie miało najmniejszego sensu. Byłaś młodsza... I to Ty okazałaś się bardziej odpowiedzialna i ułożona.
- A teraz co, chcesz naprawić swój błąd? Nie jest na to za późno? - skrzyżowała ręce na piersiach.
- Liczę, że nie... Dałbym wszystko, aby mi się udało.
- Zadam Ci ważne pytanie: gdzie się podziewałeś, gdy potrzebowała Ciebie najbardziej? Gdy każdego wieczora płakała za Tobą z tęsknoty? Gdy bała się o to, że sobie nie poradzi? - z każdym pytaniem czułem się coraz gorzej. Tyle cierpiałaś i to prze mnie...
Nie zasłużyłem na Twoje wybaczenie. Nigdy w życiu.
- Próbowałem wycisnąć od jej rodziców, gdzie ona jest... Tak po prostu odcięli mnie od niej, rozumiesz? - pod koniec załamał mi się głos. Byłem całkowicie rozbity, wspomnienia każdej konfrontacji z Twoimi rodzicami... Tyle nienawiści kierowanej w moją stronę...
- Też bym tak zrobiła - odetchnąłem ciężej. Kto by tak nie zrobił? - Liczyła na Ciebie, miałeś być jej największym wsparciem, a jako pierwszy wymiękłeś. Tak się nie zachowuje mądry człowiek...
Zabolało. Ale to była sama prawda... Zjebałem to wtedy po całości. Jak teraz niby uda mi się to naprawić?
- Każdego dnia zastanawiałem się, gdzie może być. Błagałem los, aby postawił ją przede mną. Tej okazji, jaką mi dał, nie mogę od tak zmarnować. Potrzebuję Twojej pomocy.
- Nie licz, że ją otrzymasz. Jeśli chcesz walczyć, to proszę, rób wszystko, co uważasz za słuszne.
- To własnie zamierzam uczynić.
- Powodzenia życzę, bo Ci się przyda - odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę bez słowa pożegnania. Stałem tam i patrzyłem się, dopóki nie zniknęła mi z widoku.
![]() |
Ivan już wie? Już wie. Zadowolone? :D Innej opcji nie widzę, hihi
teraz musi tylko powalczyć o Nikę, co nie?;)

Ja ci zaraz... :(((
OdpowiedzUsuńDominika no :(
Chcesz, żebym umarnęła? :D
Dlaczego w takim momencie? :(((
Ja nie wytrzymam do piątku, nie dam rady :( xd
Przepiękne ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
Ivi *.*
Ona musi mu wybaczyć, nawet jeśli to będzie trudne :) xd
Czekam z niecierpliwością na nn <333
Buziaki :****
Jeszcze pewnie z 50 razy oberwie po twarzy haba no w końcu wie :D Teraz niech odkręca :D czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńZadowolone! Teraz tylko zeby wszystko się ułożyło
OdpowiedzUsuńI niech jeszcze parę razy z liścia oberwie, moze wtedy wreszcie zrozumie ;-;
czekam nn<3
Ugh... Przerwać w takim momencie XD To tylko Ty potrafisz :(
OdpowiedzUsuńZadowolona jestem, tylko teraz niech się wezmą w garść zakochajom, czary mary itd. XD Zaczaruj ich żeby byli już wiecznie szczęśliwi! ^^ I wtedy będę fest zadowolona :D
O cholera, mam nadzieję, że Ivan zrozumiał faktycznie co stracił i będzie chciał to naprawić! Trzymasz w napięciu, dzięki czemu szybko czytelnik chce więcej co będzie dalej! Nie mogę się doczekać!
OdpowiedzUsuńPS następnym razem bardziej się rozpiszę.
Pozdrawiam,
http://wzburzone-fale.blogspot.com/
No to teraz dopiero będzie.. Jest pewien prawdy, więc na pewno będzie walczył.
OdpowiedzUsuńCzekam na nowość!