Nie myśl sobie, że rzucę Ci się w ramiona po tych nieskończenie długich miesiącach bólu i cierpienia spowodowanego Twoim odejściem. Nie licz na to, że zobaczysz nasze dziecko...
Nie chcę narażać go na to, co ja przez Ciebie przechodziłam. Niewiele się zmieniłeś od tego czasu, jesteś tylko trochę starszy.
Nie myśl, że pozwolę mu mówić do Ciebie "tato", nie zasługujesz na to. Jesteś zwykłym tchórzem, który do myślenia używa nie tego, co trzeba.
Kiedy poczułam jak mnie przytulasz... Moje serce się rozłamało - zresztą po raz kolejny - na setki kawałeczków. I to Twoja wina. Bo Cię kocham, a nie powinnam.
Serce chce Ci ufać jak głupie, a rozum mówi nie... Jak żyć w takiej sytuacji? Po co znów trafiłeś do mojego życia?
- Już wszystko wie - szepnęłam, a Marie kiwnęła tylko głową. - Chce się widzieć z Luką.
Gdy jechałam z moim synkiem do przedszkola, uważnie się rozglądałam, aby nie trafić na kogoś, kto mógłby mnie śledzić. Chyba nie trafiłam na taką osobę... Chyba.
- A Ty się nie zgodziłaś, prawda?
- Nie pozwolę mu go skrzywdzić. Luka nie jest tu niczemu winien... To sprawa między mną, a nim.
- Ale on też jest jej częścią, w końcu to Wasze dziecko - prychnęłam. - Zawinili też Twoi rodzice, odcinając Cię od niego. Działał pod wpływem chwili, po prostu potrzebował czasu aby zapoznać się z nową rzeczą... Jeśli chcesz, to mogę z nim porozmawiać - tak, ciocia jest emerytowanym psychologiem. Będąc nastolatką sama dużo przeszła, dlatego postanowiła pomagać ludziom.
- Jeśli chcesz... - westchnęłam cicho, manewrując na parkingu.
- Kochanie, chcę Ci pomóc, a widzę, że cierpisz, bo to wszystko jest takie niezozumiałe.
Zgasiłam silnik. Ma rację, zresztą jak zawsze. To za dużo jak na ostatnie dni. Pierwsze spotkanie po latach, ujrzenie Luki, domyślenie się tego wszystkiego... Twoje ciało tak blisko mojego... Wszystko to, czego mi brakowało...
Starłam pośpiesznie łzę kłębiącą się w kąciku oka. Nie mogę płakać, już wystarczająco dużo razy to robiłam.
- Chodźmy, kochanie. Niedługo trzeba pójść po małego, a potem zaczynasz pracę.
- Nie chcę tam... - na pewno będziesz. Przychodzisz przecież codziennie, od kiedy tylko się spotkaliśmy.
- Trzeba stawać naprzeciw strachom. Nie daj się im, nigdy w życiu.
Otworzyłam drzwi od auta wraz z moją towarzyszką. Chwilę potem robiłyśmy już zakupy, gawędząc na różne tematy. W trakcie tej rozmowy myślałam o tym, co mam zrobić. Obiecałam sobie, że nie zobaczycie się więcej, ale... To nie ma sensu. Przecież w każdej chwili będziesz mógł mnie spotkać "całkiem przypadkiem" i znów się zacznie. A wtedy co mi przyjdzie? Powiedzieć małemu, że co? Że jesteś jego ojcem?
Chyba lepiej będzie jak najpierw moja ciotka się z Tobą spotka, może coś z Ciebie wyciśnie. Może wreszcie dowiem się wszystkiego, co się z Tobą działo przez ostatnie lata. Co czułeś, jeśli w ogóle coś było...
Wiem, że nie powinno mnie to obchodzić, w końcu nie przejmowałeś się tym, ale... Ale nie umiem... To wszystko wina tych uczuć...
Kierowałam się do klubu, za pięć minut zaczynam zmianę, Luka lekko marudził, jeszcze do końca mu nie przeszło... Ugh, no na pewno się spóźnię.
Szedłeś w moją stronę z uśmiechem wymalowanym na tej cudownej buźce, oraz z bukietem białych róż w ręku. Moich ulubionych...
Momentalnie się zatrzymałam. Davy mnie zabije jak się spóźnię...
- Hej - powiedziałeś spokojnie, stając ode mnie jakieś pół metra. Ubrałeś czerwoną koszulę w kratę, pod nią czarną bokserkę i spodenki w tym samym kolorze. Na głowie miałeś snapbacka założonego tyłem na przód.
- Cześć, śpieszy mi się, naprawdę. Za cztery minuty zaczynam zmianę - szepnęłam. - Nie możesz przyjść trochę później?
- Nie mogę, wyjeżdżam na dwa dni. Mam mecz w innym mieście.
Westchnęłam ciężko. Wyjazdy...
- Nie chcę byśmy widzieli się tak w biegu... Tylko na spokojnie, chcę Ci pokazać, że możesz mi ufać.
- Mam wolne w poniedziałek, ale... Moja ciocia chce z Tobą pomówić.
- Twoja rodzina mnie nienawidzi - słusznie zauważył. Większość rodziny, która o nim wiedziała tak go potraktowała.
- Ona jest tym wyjątkiem... - spojrzałeś na mnie zaskoczony. - Chciałaby, aby ta rozmowa odbyła się jak najszybciej.
- Bez linczowania i tym podobnych?
- Tak. Mogę poprosić Cię w jej imieniu o jakąś metodę kontaktu z Tobą? - zegar tykał, szesnasta zbliżała się nieubłagalnie...
- Jasne.. Zapisz sobie mój numer - wyjęłam telefon, a Ty podałeś dziewięć cyferek, które zanotowałam w pamięci urządzenia.
- Ivan... Naprawdę mi się śpieszy - nie chciałam być jakaś niemiła, po prostu czekała na mnie praca...
- Jeszcze chwilka... To dla Ciebie - podałeś mi kwiaty, a ja się lekko uśmiechnęłam. Poczułam dziwny, aczkolwiek przyjemny prąd, kiedy nasze dłonie się zetknęły ze sobą...
- Dziękuję... - uśmiechnęłam się lekko, czując podrygiwania serca i ścisk w brzuchu. Jak wcześniej... - Muszę iść... Powodzenia w grze, strzel coś - zaśmiałeś się słodko.
- Jasne. Do zobaczenia? - spytałeś z nadzieją.
- Do zobaczenia - ruszyłam do pracy, czując na sobie Twój wzrok. Wręcz mnie nim świdrowałeś... Ugh.
Już od wejścia ktoś na mnie naskoczył. Najlepsze w tym było to, że to nie mój szef, a Sarah, moja przyjaciółka.
- A od kogo to się dostaje kwiatki? Ostatnio coś taka inna jesteś... - wywróciłam oczami. Zaczyna się.
- Saruś... To od niego... - powiedziałam cicho, a ona spojrzała na mnie zaskoczona.
Sarę znam jeszcze ze szkoły w Norymberdze. To ona mnie rozumiała, nie wyśmiała z tego powodu, że mam dziecko w takim wieku... Pomagała mi w każdej możliwej chwili...
Czytając liścik od Ciebie w trakcie przerwy na kolację... popłakłam się. Tak po prostu. Te słowa... Przywołałeś każdą wspólną dobrą chwilę, jaką razem przeżyliśmy. Pominąłeś te złe... Ale to chyba dobrze. Nie chciałam tego rozpamiętywać już więcej.
Zrobię wszystko, abyś znów czuła się przy mnie bezpieczna. Popełniłem najgorszy błąd i uczynię każdą rzecz, abyś mi go wybaczyła - te dwa zdania powtarzałam w głowie w kółko. Chcesz walczyć? Proszę, możesz działać. Nie będę Ci tego bronić. Zastanawia mnie tylko to, ile czasu wytrzymam... Nie umiem się Tobie oprzeć i to jest najgorsze. Durna miłość.
Wspomniałeś też o Luce... Nie. Na to Ci za nic nie pozwolę. Muszę się najpierw przekonać o tym, że to wszystko co robisz ma prawdziwe intecje, a nie zwykłe zamydlenie oczu...
Wpół do pierwszej byłam już w domu. Ciocia jak zawsze nie spała, zdziwiła się na widok kwiatów, jakie otrzymałam od Ciebie.
- Ciociu, to nie jest mydlenie oczu? - zapytałam, przynosząc dla nas herbatę.
- Mydlenie oczu nie. Tymi gestami bada Twoje reakcje na niego, sądzę, że żałuje tego, co się wydarzyło - kiwnęłam głową. Mhm... - Masz jakiś kontakt do niego? - zwróciła się po chwili ciszy.
- Tak, wzięłam numer telefonu - uśmiechnęła się. - To kiedy chcesz z nim porozmawiać?
- Najlepiej jak najszybciej.
nie ufaj mu! ja bym...wróć, ufałabym :v #głupiamiłość
jak się podoba rozdział? :)

Bardzo <3 bardzo <3 bardzo <3 się podoba <3
OdpowiedzUsuńIvi walcz XD a nie chodzisz na randki na tym snapie XD
Cuuuudeńko <3
Co żeś mi zrobiła no XD chce więcej! XDDD
Czekam z niecierpliwością <3
Buziaki :**
no!! niech ona w końcu z nim poważnie o tym porozmawia i niech pozwoli mu się widywać z synkiem :<
OdpowiedzUsuńczekam nn!<3
Ivan..widzi po spotkaniu z ukochaną światełko w tunelu. To dobrze, bo to daje mu większą siłę do walki. Nie zgadzam się z poprzedniczką. Rozmowa rozmową, lecz Ivan musi jej udowodnić, że nie zniknie z ich życia z dnia na dzień...dla Dominiki najważniejszy jest syn. Dobrze, że ma ciocię, która patrzy na to okiem psychologa.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://wzburzone-fale.blogspot.com/
Rozdział mi się podoba, bo czemu miałby mi się nie podobać? Jest dobrze napisany pod względem fonetycznym, interpunkcyjnym i ortograficznym XDDD
OdpowiedzUsuńDobra ogarnij się Anko. XD Kurde no, oni powinni jakoś się zgrać, pogadać szczerze i przede wszystkim Ivo powinien się widywać z synem, bo to przecież jego synek! <3
Jak zawsze rozdział cudowny <3
OdpowiedzUsuńwidać że żałuje :)
czekam na next ":)