piątek, 10 czerwca 2016

devetnaest

- Luka, cicho - usłyszałam Twój chichot, balansując na granicy jawy i snu. Przetarłam oczy, ziewając jednocześnie. - No i spójrz, co narobiłeś - zaśmiałeś się, patrząc się na mnie z tym swoim cudownym uśmieszkiem.
- Siśtkiego najlepsiego, mamuś! - pisnął, skacząc na mnie. 
Cooo...?! To już dziś? O matko, fakt. Przecież jak zasypiałam to był jeszcze dwunasty, to logiczne, że dziś nadszedł trzynasty... Od dziś oficjalnie mogę mówić na siebie dwudziestolatka, haha.
Przytuliłam synka, słysząc dziwny stukot tuż obok. Co już broisz, rozbójniku?
- Mały, leć po prezent dla mamy - zarządziłeś, a trzylatek błyskawicznie się poderwał i po chwili już go nie było.
Zdążyłam się podnieść, a po chwili już opadłam z powrotem na materac. A to wszystko wina Ciebie i Twoich cudnych ust... Wplotłam palce w Twoje włosy, przyciągając Cię tak blisko, na ile to możliwe. Czy kiedykolwiek mówiłam, jak brakowało mi tego wszystkiego przez ten czas?
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - wyszeptałeś, nie oddalając się ode mnie chociażby na milimetr, przez co nasze wargi łączyły się w krótkich cmoknięciach jeszcze kilkakrotnie.
- Bleeeee! - usłyszeliśmy gwałtowne pisknięcie małego. Puściłam dłonie, a Ty wybuchłeś gromkim śmiechem.
Znów usiadłam, spoglądając na chłopca, ciągnącego koszyk z kwiatami, a dokładniej z różami. Podniosłeś się i pomogłeś mu w ich transporcie.
- Plosie, mamuś - buźkę Luki rozświetlił słodki uśmiech, który zmiękczał moje biedne serce. Przecież to Twój uśmiech, więc się nie dziwię. Róże były białe i... Było ich szesnaście. Szesnaście? W sumie mniejsza, potem się dowiem.
Pośród kwiatów znalazłam... Kopertę. Wyciągnęłam ją i otworzyłam. W środku była karteczka oraz... Zdjęcie USG Luki z trzydziestego tygodnia ciąży... Akurat to badanie wypadło wtedy w moje urodziny... 
"Z niecierpliwością na Ciebie czekamy, mały!
P.S. Wszystkiego najlepszego, słońce, kocham Cię, najbardziej"
no i oczywiście podpis, od kogo...
"Twój Ivan."
Moje serce smutno załomotało. Gdybyśmy mogli cofnąć czas... Może i ta scenka miałaby swoje miejsce w rzeczywistości...
- Kochani moi - przytuliliście mnie do siebie. Uśmiechnęłam się, całując małego w policzki. Od razu je wytarł, jakby brzydził się buziakiem od własnej mamy!
Dla zachęty wystawiłeś prawy policzek. Ale byłam odrobinę sprytniejsza i cmoknęłam Cię w usta. Luka znów jęknął, wyrażając swoje uczucia na temat okazywania miłości.
- Kiedyś zrozumiesz, mały - poczochrałeś mu włoski. - Teraz damy mamie zjeść, a ja Cię ubiorę, idziesz na to?
- Jaśne! - zeskoczył z łóżka i pognał do swojego pokoju.
- Przygotuj się na dalszą część niespodzianki - mruknąłeś tajemniczo, gładząc mnie po policzku. - A teraz jedz, namęczyłem się w towarzystwie tego urwisa - dodałeś na "pożegnanie", zostawiając mnie samą.
Wzięłam do rąk tackę, która leżała na mojej szafce nocnej. 
Leżał na niej talerz pełen racuszków, polanych bitą śmietaną, babeczka z '17' z kolorowego lukru oraz szklanka soku. Bez zawahania zabrałam się za pałaszowanie, nie zastanawiając się, o co chodzi z tymi kwiatami, oraz z babeczką...
Na sam deser zostawiłam ciastko, za które planuję się zabrać, jak tylko doprowadzę się do kultury. Pospiesznie wybrałam ubrania na nadchodzący dzień, obmyłam twarz, wytuszowałam rzęsy i ubrałam się w wybrane rzeczy.
Trzymając babeczkę w dłoni poszłam zobaczyć, jak idzie Ci ubieranie małego. Luka zadowolony biegał po pokoju ubrany tylko w spodnie, a Ty bezradnie siedziałeś na podłodze, ze skarpetką w dłoni.
- Luka! Jeszcze druga skarpetka!
- Zap mje! - ten się śmiał i dalej biegał dookoła Ciebie. Oparłam się o framugę i przyglądałam się Wam, dogryzając smakołyk.
- Mama się patrzy i pewnie myśli, że nie umiem sobie poradzić nawet z ubraniem Cię... - jęknąłeś, czując swoją porażkę.
Starałam się zachować powagę, ale to tak słodko wyglądało, że nie mogłam się powstrzymać i się rozczuliłam. I że ja mam od teraz widywać to wszystko codziennie, tak? To, o czym marzyłam? O naszej szczęśliwej trójce. Naszej małej rodzince... Mimo mojego początkowego odrzucenia do Twojej osoby... Nie umiałam zapomnieć o tych uczuciach.
- Widzę, że się starasz - powiedziałam do Ciebie, a Ty niemal od razu przystąpiłeś do "wyścigu" z Luką. - Luka, daj się ubrać tacie!
- Dobzie, mamuś - od razu stał się potulniejszy, a po chwili był już kompletnie ubrany.
Zabrałam małego, a Ty wziąłeś kartony, które zdążyłam spakować poprzedniego wieczora. Zapięłam go w foteliku, a Ty schowałeś pudła do bagażnika. 
Po trzydziestu minutach jazdy byliśmy już pod przedszkolem, gdzie mały postanowił pokazać się od swojej najlepszej strony...
- Nie ce iść! - zaparł się całym ciałkiem, a ja westchnęłam ciężko. Już tak zrobił... dwa razy. Raz uległam, za drugim już się nie dałam.
- Luka...
- Ce być s Wami - wydął ustka w podkówkę.
- Ale musisz iść do przedszkola - zacząłeś, a mały odruchowo pokiwał główką na zaprzeczenie.
- Tata...
Wyszeptałeś mu coś na uszko, a ten zaczął skakać z radości w miejscu. Humorki to on ma gorsze niż kobieta! Ciekawe po kim.
- Ta! Ta! - pospiesznie założył plecaczek, którym zdążył rzucić na ziemię i poleciał do swojej grupy, czekającej tuż za drzwiami.
- Masz dar przekonywania - zauważyłam. Zaśmiałeś się w odpowiedzi, łapiąc moją dłoń.

- Czas na kolejną część niespodzianki - uśmiechnąłeś się tajemniczo, wyciągając mnie z samochodu. Wziąłeś mnie na ręce i niosłeś przez całą długość podwórka. Mój ciężar nie przeszkodził Ci nawet w otworzeniu drzwi od domu... 
Postawiłeś mnie dopiero na kanapie, po czym zniknąłeś. Patrzyłam się w stronę, w którą się udałeś. 
Wróciłeś po chwili, ukryty za kolejnym bukietem białych róż. 
- Niech zgadnę... Jest ich osiemnaście? - energicznie mi przytaknąłeś, kucając przede mną. 
Myślałam chwilę nad tym... Tym wszystkim chcesz nadrobić wszystkie urodziny, które straciliśmy przez to, co się zdarzyło, tak?...
- Chciałbym w tym dniu chociaż w niewielkim stopniu nadrobić to, co straciłem przez ostatnie cztery lata. Zapewne to niemożliwe, ale cóż... Chciałbym spróbować - spojrzałeś w moje oczy, które z każdym Twoim słowem napełniały się łzami. - Nieważne, że porywam się...
- Zamknij się i mnie pocałuj - zaśmiałam się przez łzy. Zamknąłeś mnie w swoich kleszczach, składając słodkie pocałunki od szyi po usta i z powrotem. Obchodziłeś się ze mną jak z najdroższym skarbem, którym poniekąd dla Ciebie byłam, prawda? 
- Wystarczy, że już będziesz... Nie potrzebuję nic więcej, tylko Twojej miłości - szepnęłam, gładząc Cię po policzkach. Zauważyłam, że i Twoje oczy się zaszkliły... 
- Będę - zapewniłeś mnie, wargami ścierając łzy, lecące ciurkiem po policzkach. - Nie popełnię tego drugi raz. Nawet jeśli miałabyś przenieść się na drugi koniec świata-poszedłbym na niego za Wami. Kocham Was, do cholery. Najbardziej - ucałowałeś moje dłonie, po czym splotłeś nasze palce razem. - Jesteście całym moim światem i nie chcę Was stracić. Nie miałbym już wtedy po co żyć... 



wiecie co? ja robię tu z niego chodzący ideał, a on w rzeczywistości jest podrywaczem i kompletnym dupkiem.;; ale dobra, bo zaraz się znów poryczę, ew.
jak się tam podoba? :3
Amnesia
Ernst
Druga opcja

4 komentarze:

  1. jak uroczo!! <3 wreszcie wszystko jest jak należy, i tak ma zostać :3
    czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Maaaaaaaaamusiu moja kochana *.*
    Kolejny raz... Pfff xd zawsze to będę powtarzać :D
    Cuuuuuuuudowne❤❤❤❤❤❤❤❤
    Piękne ❤❤❤❤❤❤❤
    Najwspanialsze ❤❤❤❤❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. On jest idealny i nie, kłamcz że nie! :D
    Każdy facecik to podrywacz i dupek xD Ale nie Ivano :3
    Wszystko super i wgl, ale martwię się, że namieszasz po raz kolejny :o
    Czekam na następny kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Luci reakcje XDDD Kocham go tutaj xd
    słodko tutaj *.*
    Czekam ;)

    OdpowiedzUsuń