W poniedziałkowy poranek tuż po godzinie jedenastej byliśmy w Norymberdze. Małego ciężko było przekonać do powrotu, spodobała mu się cisza i spokój, oraz zwierzęta zamieszkujące podwórko jego dziadków. Jednak uległ, gdy tylko obiecaliśmy mu, że niedługo przyjedziemy.
Marie ucieszyła się na widok, jaki zagościł przed nią. A szczególnie wtedy, gdy dowiedziała się o tym, że przyjęłam Twoje oświadczyny... Wydawało się, że czekała na te słowa z niecierpliwością...
- Ciociu, chciałbym aby Dominika i Luka zamieszkali ze mną - Luka tego nie słyszał, bawił się w pokoju, cóż, dziś do przedszkola nie poszedł. No ale nie narzekał na to.
- Wiecie, że czekałam na ten moment od czasu, kiedy tylko wszystko zaczęło się układać pomyślnie. Jednakże... Jest jedno ważne "ale"... - zacisnęłam wargi. Niestety, to było najtrudniejsze do pokonania...
- Rodzice... - westchnąłeś ciężko, gdy to wypowiadałam. - Poradzimy sobie z nimi, zresztą i tak się praktycznie nie odzywają...
- No w sumie racja... Aczkolwiek warto mieć to z głowy, prawda? - zamilkła na chwilę, aby upić trochę herbaty. Warto, ale każdy wie, jak zareagują... - Luka widział Larę*, czy jeszcze nie?
- Jeszcze nie - odparłam. Ciotka potaknęła głową.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Kogo można było się spodziewać w poniedziałkowe przedpołudnie? No bo...chyba nie ich, co nie?
- O cholera - wydostało się z moich warg, kiedy tylko ujrzałam osobę stojącą po drugiej stronie. Davy. Jego też się nie spodziewałam.
- Musimy pogadać - zaczął śmiertelnie poważnie. - Wpuścisz mnie może? Nie będziemy rozmawiać w progu, prawda?
- Nie macie o czym - warknąłeś, zjawiając się w korytarzu. Przeszedł mnie dreszcz. - Chyba że chcesz mieć drugie złamanie nosa w ciągu kilku tygodni.
- Etatowy bohater się znalazł - przeniósł swój wzrok na mnie. Żeby to się nie skończyło jak ostatnio... - Nika, zapomnij o tym, co się stało, wróć do nas.
- Nie mam najmniejszego zamiaru - syknęłam, zamykając mu drzwi przed nosem.
Walnął kilka razy w drzwi, po czym odpuścił. Oby na dobre.
Patrzyłam się w nie, czując na swoich ramionach Twoje dłonie. Odetchnęłam głośniej, czując Twoje usta na szyi. Przymknęłam powieki, próbując się uspokoić.
- Nie będzie się już pakować w nasze życie - szepnąłeś, naciskając na "nasze".
- Nigdy więcej.
Objąłeś mnie, prowadząc z powrotem do środka. Luka siedział u boku ciotki, która mu coś pokazywała w albumie na zdjęcia.
- Maluścy! - zaśmiał się, wskazując paluszkiem na jedną z fotografii. Domyśliłam się, co mu pokazywała. Nas. I nasze początki.
- Na którą masz trening? - spytałam, jednocześnie myśląc, co ciekawego można zorganizować na resztę dnia.
- Za dwa dni na dziesiątą - odparłeś z uśmiechem. Zaśmiałam się cicho. Czyli mamy już plan, mój kochany. - Możemy po obiedzie się wybrać na zakupy, nie mam nic przeciwko temu.
...Nie czekając na oficjalną odpowiedź, pociągnąłeś mnie w stronę kanapy, do naszego synka, który zaczął nas wołać.
- Luka, pamiętasz, jak pytałeś się nas, czy zamieszkamy razem? - zapytałeś, a on pokiwał twierdząco. Ten dzieciak jest o wiele za mądry.
Już miał lecieć do siebie, ale go zatrzymaliśmy. Z ledwością, ale się udało. Skrzyżował rączki na piersi i wysunął dolną wargę nad górną.
- Kochanie, abyśmy mogli się przeprowadzić, trzeba Ci przygotować pokój. A do tego musimy pojechać do sklepu, aby kupić potrzebne rzeczy.
- Pojedziesz z nami, abyś mógł wybrać sobie to, co tylko chcesz - odruchowo się uśmiechnął.
- Jećmy!! - pisnął podekscytowany, uciekając do korytarza.
Kilkanaście minut potem zajechaliśmy do centrum. Luka nawijał jak katarynka, opowiadając, co by chciał mieć w swoim nowym pokoju, ciężko było za nim nadążyć.
- Wiedziałem, co robię, kupując piętrowy dom - zaśmiałeś się.
- Piętrowy?
- Chyba trzy pomieszczenia na górze, nie wiem, nigdy nie używałem piętra - po jaką cholerę kupować większy dom, skoro żyło się w pojedynkę? Długo na odpowiedź nie musiałam czekać... - Kupiłem taki dom, jednocześnie licząc, że kiedyś... Kiedyś Was odnajdę.
- Nie musiałeś nas szukać, sami się znaleźliśmy - ścisnęłam Twoją dłoń.
Mały rozglądał się jak szalony po sklepie, patrząc się na różne dodatki do swojego nowego pokoju.
- Wypadałoby, abyśmy także urządzili... Sypialnię - szepnąłeś, przygryzając wargę. Nie powiem, że się zmieszałam. Dalej nie dowierzam, że to wszystko to prawda. A szczególnie to, że zamieszkamy razem...
- Jakieś pomysły? - spytałam, chociaż jak każda dziewczyna wyobrażałam sobie idealny dom z ogrodem, w którym zamieszkam ze swoim księciem z bajki.
- Dobrze wiem, że masz plan - zgadłeś, dając mi wolną rękę.
Luka wybrał dla siebie motyw z Samolotów, swojej ulubionej bajki, praktycznie taki sam jak u ciotki. Nasza sypialnia będzie szaro-biała, dokładnie taka, o jakiej marzyłam.
- Trochę pracy nas czeka - stwierdziłeś, gdy wszystko odwoziliśmy do domu.
- Aż nie mogę się doczekać - zatarłam radośnie ręce.
Chwilę potem znaleźliśmy się pod domem. Naszym domem...
- Gotowi, aby zobaczyć wszystko od środka? Tylko się nie przestraszcie bałaganu - nerwowo pokręciłeś kółkiem od kluczy. Skierowaliśmy się do środka.
- Widziałam gorsze - powiedziałam, gdy tylko ogarnęłam na pierwszy rzut oka sytuację. Nie było tak źle, ale za dobrze też nie za specjalnie. - Luka to niesamowity bałaganiarz. Ciekawe po kim - zachichotałam, a Ty wywróciłeś oczami.
Poprowadziłeś nas wyżej, w "nieużywaną strefę domu". Wszystkie trzy pomieszczenia były... Puste, bez duszy. Jeszcze. Oczami wyobraźni już widziałam pokój naszego synka, czy też nasz...
- Odwiozę małego do przedszkola i przyjadę. Przy okazji przywiozę trochę jego rzeczy - wieczorem siedzieliśmy na fotelu, zastanawiając się, co i kiedy zrobić.
- Zastanawiam się, jak przewieziemy jego meble... - pomyślałeś na głos.
- Jak się wszystko zrobi u niego, to zadzwoni się do firmy zajmującej się przeprowadzkami. A meble do nas kiedy mają przyjść..?
- W tym tygodniu - powtórzyłeś słowa właściciela sklepu meblowego.
- Nie zaczynaj beze mnie, też chcę mieć frajdę! - przytuliłam się do Ciebie.
- Jasne - cmoknąłeś mnie w czubek głowy. - Pora wracać, Luka pewnie woli spać w swoim łóżeczku, niż na kanapie.
- Racja... - westchnęłam, podnosząc się z Twoich kolan.
Wziąłeś Lukę na ręce i razem wyszliśmy z domu. Zamknęłam go na klucz, po chwili już otwierając drzwiczki od samochodu.
Trzydzieści minut potem byliśmy pod domem ciotki. Siedziała ze swoją przyjaciółką w salonie, gadając zawzięcie. Odłożyliśmy małego i zeszliśmy na dół.
- Dobry wieczór - powiedziałeś ze swoim firmowym uśmiechem.
- Stephanie, to Ivan, o którym Ci mówiłam - zaśmiałam się, spoglądając na Ciebie. Wyglądałeś tak, jakbyś chciał coś powiedzieć, ale Cię zatkało..
- Plotkujecie o nas? - zapytałam, unosząc brew ku górze.
- Może tak, może nie... - odparła wymijająco.
- Jakby co, jesteśmy u mnie - pociągnęłam Cię za sobą. - Luka śpi, więc... - urwałam, poruszając zabawnie brwiami. Usiadłam na łóżku, a Ty po chwili dołączyłeś się do mnie. Wgramoliłam się na Twoje kolana, powalając Cię na materac. Zaśmiałeś się cichutko w odpowiedzi, oplatając mnie dłońmi w pasie. Pogładziłam Cię po policzkach, łącząc nasze wargi razem.
- Kocham Cię... - szepnęłam, nie oddalając się od Ciebie. Wreszcie się zebrałam, aby powiedzieć Ci to prosto w twarz...
- Też Cię kocham. Najbardziej - odpowiedziałeś, składając na moich ustach kolejnego słodkiego całusa.
*wymyśliłam XDD
TAK WŁĄCZYŁA MI SIĘ SŁODKOŚĆ, ŻE MADRE MIA, ALE SPOKO, NIEDŁUGO TO SIĘ SKOŃCZY XD

Domiś no :((( ja nie przeżyje tego twojego niebawem ;(( XD
OdpowiedzUsuńJuż się boje ;((
A takie tu słodkości, że aż nie chcę ich końca no <33333333333
Czekam na kolejny <3
Kocham ❤❤
awww uroczo! i proszę tego nie zmieniać :( żadnego niebawem :( już dość się tu wszyscy nacierpieli ;-;
OdpowiedzUsuńczekam nn <3
Czy Ty chcesz zakończyć te słodkości w ich miłości? :( Nie zezwalam! Jest dobrze tak jak jest amenos! :(
OdpowiedzUsuńJest tak ideolo ;3 Nie niszcz tego! :D
Czekam na następny, bo ten jest genialny! <3
Nie chcę końca ;c
OdpowiedzUsuńNasłodziłaś :D
Czekam ;)