Ostatecznie do wieczora udało nam się uwinąć z malowaniem pokoju naszego szkraba. Jedyne, co pozostało do zrobienia, to przewiezienie jego mebli. A później...
Ogólnie ten dzień był...naprawdę obfity w wydarzenia. Na przestrzeni lat Twoje zdolności w tych sprawach zwiększyły się. Jednakże dalej czuć było tę samą czułość i delikatność, pod którą wręcz się rozpływałam.
Luka trochę dokazywał i przy okazji naznaczał swój teren, pozostawiając swoje zabawki gdzie tylko się da. Także dał mały popis swoich zdolności artystycznych na jednej ze ścian i sporej części podłogi. Wiadomo, kto to sprzątał.
Sprawa urzędowa, odnośnie 'ustalania', to jest potwierdzania ojcostwa chłopca została trochę odroczona. Jednakże nadal zaprzątała moją głowę. Byłam świadoma tego, że trzeba to załatwić jak najszybciej.
Prócz tego w mojej głowie siedział...nasz ślub. Dalej w moich uszach pobrzmiewały te słowa, w których mówiłeś, że to nie są żadne żarty, że naprawdę tego chcesz... Niby kiedy? Przecież organizacja całej uroczystości nie jest do załatwienia od tak... Tyle przygotowań, nauk... Nie. Najpierw Luka, później my.
Kolejny dzień zaczął się podobnie jak każdy jego poprzedni. Poranna pobudka, ogarnięcie się. Obudzenie Małego, wspólne śniadanie... A nie, wróć. Twoje pojawienie się z rana zaburzyło tę małą rutynę. Niebawem też ta rutyna ulegnie gruntownej przemianie.
- Hej - cmoknąłeś mnie w usta na powitanie. Odetchnęłam ciężej, kiedy przestałam czuć Twoje wargi na swoich. Podniosłam powieki, a pierwsze, co zauważyłam to Twój uroczy uśmiech, którego nie byłam w stanie nie odwzajemnić. - Gotowi?
Aż dziw mnie brał, że Luka jeszcze się tu nie zjawił. To śniadanie naprawdę go absorbowało, że nie był w stanie się oderwać.
- Luka jest na razie zajęty jedzeniem, ale chodź, nie będziemy tu tak stać - schwyciłam Twoją dłoń i wróciliśmy z powrotem do kuchni, gdzie obradowała ciotka oraz mały. Kiedy w końcu zauważył Twoje pojawienie się, to jedzenie nagle przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Zeskoczył z krzesełka i popędził w Twoją stronę.
- Najedzony? - pospiesznie zatwierdził. - Gotowy do przedszkola? - ...tym razem zaprzeczył. U niego żadna nowość. - Luka! No wiesz Ty co? Jakby byłem w Twoim wieku to z radością tam chodziłem! Wiesz, jakie super koleżanki tam były? - wywróciłam oczami. Tym facetom to tylko jedno w głowie...
- Ty go nie nagabuj od małego!
- Dobrze, już nie będę - uniosłeś jedną z rąk w geście obronnym, bo drugą trzymałeś chłopca. - To gdzie masz kurteczkę?
Tak się przyglądałam i... Starałeś się zachowywać jak wzór ojca. Nie widziałam ani cienia zawahania w Twoich czynach i słowach, kierowanych do naszego synka. Zaczęłam to podziwiać... Naprawdę.
Czy mogłam mieć to praktycznie od samego początku? Od kiedy Luka pojawił się na tym świecie?
To były pytania, na które zapewne nie otrzymam odpowiedzi. Kolejne zresztą. Staram się przekonać, że...że tak musiało być. Że musieliśmy się rozstać. Że los celowo nie chciał, abym spróbowała chociażby związać się z kimś innym. Wiedział też, że znów wrócisz. I że stoczysz tę walkę, osiągając ostateczne zwycięstwo.
Prawie że bezbłędnie i bezproblemowo przygotowałeś Lukę do wyjścia na zewnątrz. Ja tylko stałam i przyglądałam się Twoim, w sumie Waszym, poczynaniom. Chciałeś także się pokazać, nieprawdaż?
Kilka minut potem już byliśmy w drodze do przedszkola, do którego uczęszczał trzylatek. Wesoło stukałeś palcami o kierownicę, nucąc piosenkę, która właśnie leciała w radio.
Za dużo nie rozmawialiśmy w trakcie jazdy, głównie odpowiadaliśmy na pytania Małego, którego ciekawość rosła z każdym kolejnym dniem. A pytał się o dosłownie wszystko... Momentami aż sama nie wiedziałam, jakiej odpowiedzi mu udzielić!
- Co powiesz na to, abyśmy dziś załatwili to, co powinniśmy? - zapytałeś, kiedy byliśmy w drodze powrotnej z przedszkola.
- Luka i ojcostwo? - zatwierdziłeś. - Zdecydowanie lepiej z tym nie zwlekać, każdy kolejny dzień może być coraz bardziej szkodliwy...
- Trochę o tym czytałem i mam tylko powiedzieć im, że jestem jego ojcem, a oni to zaznaczą. Zero testów, absolutnie niczego. Aczkolwiek Luka w świetle prawa będzie moim synem - słyszałam...dumę, kiedy wypowiadałeś dwa ostatnie słowa. A ja poczułam jak moje ciało przeszywa...dziwna euforia. Uśmiechnęłam się, opierając głowę o zagłówek.
- Jest także jeszcze jedna sprawa, ale o niej porozmawiamy później - to zdanie wyprowadziło mnie z poprzedniego stanu. Momentalnie się na Ciebie spojrzałam, a Ty się uśmiechnąłeś tajemniczo. Co już planujesz odstawić?
W urzędzie młoda kobieta wyjaśniła nam wszystko, co i jak. Dla mnie było to z lekka pokręcone, ale mniejsza z tym. Musiałeś złożyć oświadczenie o swoim ojcostwie i...i tak naprawdę to było wszystko. I tym sposobem mały Luka Bursche stał się Luką Knezevic. Ta 'mała' zmiana zapowiadała jakże cudowny rozdział...
- No to połowa z głowy - uśmiechnąłeś się, mocniej ściskając moją dłoń.
- Połowa? - uniosła pytająco brew ku górze.
- Dowiesz się w swoim czasie, skarbie - cmoknąłeś mnie w czoło. - Co powiesz na małe zakupy?
To naprawdę mnie dziwi. Tak poważnie naprawdę. No bo chyba to nie jest związane z...ze ślubem? Gdzie tam, przecież na to zdecydowanie za wcześnie...
- Nie myśl o tym, jeszcze nie teraz - mruknąłeś, przyciągając mnie do siebie w supermarkecie. Dobre sobie. To po jaką cholerę chociażby o tym napomknąłeś?
- Wiesz, że teraz to nie da mi ani chwili spokoju.
- Ale tak na dobrą sprawę to powinnaś wiedzieć, co mam na myśli. Rozmawialiśmy o tym ostatnio... I w sumie bardzo często.
Po ostatnim Twoim słowie mnie zamurowało. Nie... Na pewno nie. Proszę Cię, nie rób sobie jaj...
Otworzyłam buzię, aby spróbować z siebie cokolwiek wykrztusić. Nie przejmowałam się tym, że jesteśmy w miejscu publicznym, że ludzie mogą się nam przyglądać...
- Żartujesz teraz - szepnęłam, a Ty spojrzałeś na mnie z pobłażaniem.
- Nie. Chcę, aby Twoi rodzice nie mieli nawet do czego się przyczepić. Chcę, aby wszystko było formalne, potwierdzone dokumentami. A o najważniejszym już Ci mówiłem - pogładziłeś mnie po policzku, puszczając mi oczko. Pokręciłam głową.
- Jesteś niemożliwy, wiesz o tym?
- Wiem - odparłeś zadowolony, znów obejmując mnie jedną ręką w pasie. Druga prowadziła wózek przez alejki. - Ale takiego mnie pokochałaś i nadal kochasz.
Metalowy pojazd zapełniał się produktami spożywczymi. W głowie nadal trawiłam to, co usłyszałam. Nie spodziewałam się tego, że zaczniesz na poważnie myśleć o tym wszystkim. Aż tak bardzo poważnie... Potrzebowałeś czasu, aby to wszystko zrozumieć i pojąć, tak?
mam wrażenie, że jest za dobrze jak na razie :||| a wiecie, jaka jestem, nieprawdaż? XD
Amnesia
Ernst
Druga opcja
Du, ich und dein Bruder
Amnesia
Ernst
Druga opcja
Du, ich und dein Bruder

No nie! Kuźwa Domi nie rób mi tego :'(( XDD
OdpowiedzUsuńJest idealnie! I tak ma być ❤❤
Ivi ideał xdd ale to wiesz już od poprzedniego z nim w roli głównej xdd
Jak zawsze przepiękne ❤
Jak zawsze się zakochałam ❤
Czekam na kolejny ❤
KC ❤
Nie kombinuj już nic Xd
OdpowiedzUsuńMa być tak cały czas ;D
Cudowny rozdział :)
Czekam na kolejny ;*
aww, wreszcie załatwiona sprawa z ojcostwem, jedno z głowy♥
OdpowiedzUsuńi nie waż się nic tutaj psuć, ma być tak idealnie jak jest ;-; chociaż znając Ciebie i tak coś zrobisz.. ;-;
martwi mnie sprawa z rodzicami, bo coś tak ucichła.....
czekam nn ♥
Jeżu Malusieńki.
OdpowiedzUsuńNie spałam za dużo i pewnie mój komentarz będzie debilny, ale wierzę w to, że się nie obrazisz i przyjmiesz go z otwartymi ramionami.
Rozwalił mnie początek, Ty wiesz dlaczego XDD
Aż mi się łezka w oku kręci, gdy tak sobie wyobrażam Ivana upychającego Lukę w kurtkę, to jak się stara... zupełnie tak, jakby wiedział, ile spartolił w przeszłości i chciał teraz pokazać, że dojrzał nawet do głupiego zakładania nakrycia wierzchniego XDD nie, ale serio. Miód na moje serce.
No i teraz Luka jest Knezą. I dobrze! Do takiego supi dzieciaka trzeba się przyznawać, ot co! Myślałam, że Ivan nie będzie chciał tego zrobić, ale, o dziwo, jednak się zdecydował i na pewno nie będzie żałować. Skoro chce stworzyć rodzinę z matką chłopca, to ten krok był odpowiedni, czyż nie?
Jakie romanse w supermarkecie, mhmmm. Mam nadzieję, że opiszesz weselicho i nie, nie możesz tutaj nic zepsuć! Wszyscy Twoi bohaterzy cierpią katusze, więc chociaż ich odpuść, jacha?(albo jaha, nie wiem. Jasne).
Nie wiem, co zrobię, jak to opowiadanie się skończy. Nawet nie chcę myśleć.
A teraz całuję i wyrażam miłość