piątek, 8 lipca 2016

dvadeset tri

Przez noc uczucia zeszły. Przez noc wszystko się unormowało. Obudziłam się z myślą, że to będzie kolejny piękny dzień mojego odmienionego życia. Nowszego życia. Lepszego życia.
Piękny, bo odzyskałam to, co straciłam. Piękny, bo mam tę świadomość, że jesteś. I że nie odejdziesz. Przecież tyle razy mi o tym mówiłeś... A ja w to chcę wierzyć i...wierzę. Przecież... Przecież dla każdego przychodzi jego chwila szczęścia, nieprawdaż?

Wykonałam wszystkie standardowe poranne czynności względem siebie, po czym zrobiłam pobudkę Małemu. Koło drzwi wyjściowych z jego pokoju zostały jeszcze dwa pudła, które musiałam wziąć. Reszta to tylko moje rzeczy.
- No, szkrabie, nie ma leniuchowania! - rzuciłam do synka, który za nic w świecie nie chciał się podnieść z łóżeczka. Leżał z zamkniętymi oczkami i donośnie chrapał, udając, że śpi. Zaśmiałam się i połaskotałam go.
- Mama, njeee! - jęknął, wtulając buźkę w poduszkę. Cofnęłam ręce, siadając na skraju materaca.
- Pora wstawać! Chyba nie chcesz się spóźnić, co nie?
- Nie ce - westchnął ciężko, znów obracając się przodem do mnie. Odkrył się i powolutku podniósł.
Po chwili już siedzieliśmy w kuchni, a mały mozolnie przeżuwał swoje śniadanie.
- Mamuś, a ciemu babcia i dziadzia wczoraj poszli? - to pytanie spowodowało, że prawie się zakrztusiłam pitą przez siebie kawą. Spojrzałam spłoszona na ciotkę, chcąc, aby pomogła mi udzielić tej odpowiedzi. Nie chciałam poruszać tych tematów...
- Nie mieli czasu i wpadli tylko na chwilę, kochanie - odpowiedziała chłopcu, ściskając moją dłoń. Odetchnęłam ciężej, zaciskając wargi. Znów. Znów to poczucie wiszącego w powietrzu niebezpieczeństwa wróciło.
- A ciemu paciesz? - spojrzał się wprost na mnie. Fakt, czułam, ze zbiera mi się na płacz, ale to jeszcze nie to... Ciotka kiwnęła głową w lewo, w stronę wyjścia z kuchni.
- Luka, jedz, za chwilę przyjdę - błyskawicznie wstałam od stołu i ruszyłam w stronę korytarzyka. Chwilę potem dołączyła do mnie ciotka.
- Misia... Musicie uregulować papierkowe sprawy - powiedziała poważnie, zerkając na Małego, który dalej babrał w swojej miseczce.
- Papierkowe sprawy? - powtórzyłam zaskoczona.
- Luka w akcie urodzenia nie ma wpisanego ojca... - przełknęłam nerwowo ślinę. Przecież...  - Najlepiej jak najszybciej, nie chcę, aby wynikły z tego chociażby najmniejsze problemy.
Kiwnęłam głową, przenosząc wzrok na synka. Biedny, nie jest świadomy niczego... Absolutnie niczego.
- Lepiej z tym nie zwlekać.

Słowa ciotki o niedogodnościach w papierach napawały mnie rosnącym niepokojem. Gdyby nie piętno przeszłości, jakie na nas ciąży... To wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Gdyby nie ich wizyta wczoraj... Nie byłoby tak, jak jest dzisiaj.
Odwiozłam chłopca do przedszkola, o dziwo nie protestował, kiedy zatrzymywaliśmy się przed placówką.
- Uśmiechnij sje, mamuś - złapał mnie za policzki próbował je unieść. Wysiliłam się na uśmiech, chociaż tak naprawdę czułam się potwornie. I widać było, że małego to nie satysfakcjonuje. Ale odpuścił, na szczęście.
- Spójrz, pani już czeka - skinęłam głową w stronę nauczycielki, a ten cmoknął mnie w usta i popędził w stronę swojej grupy. Nawet mi nie pomachał!
Opuściłam budynek przedszkola i wsiadłam do swojego samochodu. Opuściłam parking i ruszyłam w stronę...naszego domu. Oh, jak ciężko mi się przestawić!
Chwilę stałam w korkach, ale po dwudziestu pięciu minutach już zatrzymywałam samochód na podjeździe przed domem. Przez ten czas próbowałam ukryć swoje obawy. Nie chciałam, abyś pierwsze, co zauważył, to oczywiście je. Miało być lepiej. Musi być lepiej.
Nie zdążyłam opuścić pojazdu, a Ty już stałeś przed otwartymi na oścież drzwiami. Schwyciłeś moje ręce w swoje i wyciągnąłeś z samochodu. Odetchnęłam z ulgą, lądując w Twoich ramionach.
- Dalej to w Tobie siedzi, prawda? - szepnąłeś, pomijając nawet zwykłe 'dzień dobry', czy 'cześć'. Od razu przeszedłeś do konkretów!
- Też... - odparłam, zadzierając głowę do góry. Zmarszczyłeś brwi, po dosłownie chwili skradając z moich ust buziaka. Uśmiechnęłam się zdawkowo, czując znajome kołatania serca.
- Też? - powtórzyłeś, nie odsuwając się ode mnie. Westchnęłam.
- Luka nosi moje nazwisko, a to Ty jesteś jego ojcem... Nie sądzisz, że pora się do Ciebie przyznać oficjalnie? - próbowałam się zaśmiać, ale nie za specjalnie mi to szło.
Tym razem to Ty się zmieszałeś. Uniosłam lekko kąciki ust ku górze, dłonią gładząc Twój lekko zarośnięty policzek.
- Najlepiej...najlepiej załatwić to jak najszybciej, prawda? - zatwierdziłam. - Jest także jeszcze jedna kwestia... - spojrzałam się na Ciebie pytająco.
- Jeszcze jedna kwestia? - teraz to ja powtórzyłam. 
- Tobie też się przyda zmiana nazwiska - puściłeś mi oczko, a ja...a mnie przytkało. Ty naprawdę z tym nie żartujesz. Naprawdę tego chcesz? - Myślałaś, że zrobiłem to tylko po to, abym miał Cię dla siebie?
- A tak... A tak nie jest?
- Jest, ale... Ale ja nie żartowałem, mówiąc, że chcę tego - teraz zrobiłeś się całkowicie poważny. - Chcę żyć z Tobą w formalnym związku, chcę...chcę, aby wszyscy wiedzieli, że tylko Ty jesteś jedyną kobietą w moim życiu.
Poczułam znajome ciepło, rozlewające się w moim sercu. Nasza obecna sytuacja powoli zabliźnia wszystko to, co było. Przeszłość chowa głęboko w otchłań wspomnień, zastępując to...tym szczęściem. Naszym szczęściem.
- Chodźmy do środka, bo sąsiedzi mają na razie o czym plotkować - zachichotałeś mi do ucha, wypuszczając z uścisku. Tylko przez chwilę nie miałam kontaktu z Twoim ciałem, bowiem dosłownie parę sekund później już trzymałeś moją dłoń w swojej.
- Dzwoniłem do firmy przeprowadzkowej i umówiłem się z nimi, że po meble Luki przyjadą jutro popołudniu.
- Czyli dziś zajmujemy się pokojem Małego? - zatwierdziłeś.
- Myślę, że do chwili odebrania go z przedszkola zdążymy. No chyba że... - urwałeś, otwierając mi drzwi. Weszłam do środka, puszczając Twoją dłoń.
- Chyba że co? - podchwyciłam temat, zauważając chytry uśmieszek na Twojej twarzy. Przysunąłeś się jeszcze bliżej, tak, że przyparłeś mnie do ściany.
Mój oddech raptownie przyspieszył, równie mocno, co bicie serca. Czułam rosnącą ekscytację... Która skutecznie zakrywała wszelkie strachy.


mój mały nieoficjalny debiutant :')
jak sprawdzałam ten rozdział to trochę mi humor poprawił, eh. 
jest mi przykro. niesamowicie przykro. szanse o finale ME dla moich Niemców znów zniszczył jeden człowiek. chociaż nie, swoją cegiełkę wczoraj dołożył też arbiter. no ale cóż, czasu nie cofniesz, eh :( 
drugim powodem jest to, że w środę napisałam końcówkę tego opowiadania.

Amnesia
Ernst
Druga opcja
Szantaż
Du, ich und dein Bruder

4 komentarze:

  1. O nie, nie kochana! Żadnej końcówki nawet za rok! :DD
    Nie przeżyje! :D
    Ivi kurde.. Kolejny raz ideał no <33333
    Takie piękne ❤❤❤❤❤❤
    Czekam na kolejny <3
    KC ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówkę? Ja ci dam!
    Cudowne to *.*
    Czekam na kolejny!

    A ja się tam cieszę, że Francja wczoraj wygrała ;)

    Żaneta FastFamily

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze uroczo pod koniec :3
    Niech ona tylko przestanie się tak tym wszystkim zamartwiać :< Teraz ma Iviego, i razem dadzą radę przetrwać wszystko :<
    Czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam gulę w gardle! Wzruszyłaś mnie i wcale tego nie zakryła końcówka i Ivan mający w głowie tylko ruchanie. No nic, nie ładnie jest używać takich słów.
    Rozwaliłaś mnie szczególnie tym momentem, gdy Luka chciał rozweselić Nikę. Ten Szkrab jest niesamowity! A no i widzę, że relacja Ivana i naszej głównej bohaterki nabiera na... sile? Nie wiem, czy to dobre słowo. Ten już się chce zabierać za zmianę nazwiska. Ale kocham tę jego wypowiedź. I to przez nią mam gulę w gardle. A on zna tę Nikę dobrze, naprawdę dobrze. I życzę im jak najlepiej (tak ma być, jasne?).
    Nie smutamy! Chłopaki są mistrzami świata, trzeba dać innym trochę się pocieszyć, nie uważasz? A no i zawsze możesz pisać sama dla siebie kontynuację. To też byłoby dobre rozwiązanie (dla mnie też, wiesz przecież, jak bardzo mocno ich kocham).
    Jest mi ciężko, bo już za niedługo koniec. To jest moje ulubiona historia, chociaż czytam też Josha i Amnesię, no i oczywiście nie zapominamy o Adnanie... strasznie się z nimi zżyłam.
    Czekam na następny rozdział i pozdrawiam mocno kochając przy okazji

    Olcia

    OdpowiedzUsuń