piątek, 12 sierpnia 2016

dvadeset osam

Trzymałam w dłoniach białą, ozdobną tekturkę, która była zaproszeniem na nasz ślub. Po raz kolejny ją otworzyłam i zlustrowałam wzrokiem jej zawartość, którą na dobrą sprawę znałam już na pamięć.

Dominika i Ivan
mają zaszczyt zaprosić 
Sz.P. Victorię i Henryka Bursche
na ceremonię Zaślubin, która odbędzie się 26.12.2015 roku
o godzinie 17
w Kościele Najświętszej Marii Panny w Norymberdze.
Po uroczystościach kościelnych serdecznie zapraszamy na przyjęcie weselne, które odbędzie się w restauracji "Arkana".
Narzeczeni.

Zacisnęłam wargi w wąską linię, przecierając oczy. Do pełni szczęścia brakowało mi tego, abym się poryczała. Chociaż... Byłam sama, nikt by nie zauważył.
Pierwsze sprawy organizacyjne - sala i zaproszenia, tak oprócz samych spraw kościelnych - były już w pełni przygotowane. Zaproszenia w większości zostały rozdane, jeszcze nikt nie odmówił. Wielu ich nie będzie: Twoi rodzice, najbliższe ciotki i wujowie... No i przyjaciele oraz koledzy z Twojej drużyny. I oni. Moi rodzice. Nie potrafiłam się zebrać na tyle, aby pojechać do Monachium, nawet sama, i przekazać im tę nowinę. Zrobiliby wszystko, aby do tego nie doszło.
Dla rozweselenia próbowałam sobie przypomnieć reakcję Samuela oraz Philippa, którzy jako pierwsi otrzymali swoje zaproszenia.

- ...Żartujesz, Kneza, co nie? - zapytał Hercher, nawet nie będąc w stanie oderwać się od tekstu, jaki miał przed sobą. Zaśmiałeś się, zaciskając obie dłonie na mojej talii.
- Proszę Cię, czy tak wygląda człowiek, który żartuje? - Radlinger 'bezczelnie' wskazał na nas dłonią, sam nie mogąc uwierzyć. Wywróciłam oczami, cicho chichocząc.
- Radli, błagam, też nie popełniaj tego błędu - jęknął dziewiętnastolatek w stronę druha, który tylko przygryzł wargę, odwracając głowę. Co ten Samuel już kombinuje?
- Przepraszam Cię bardzo, ale czy Ty określiłeś kobietę mojego życia błędem?! - Twój głos był śmiertelnie poważny, ale czułam, że to dla żartu. Uwielbiam Philippa, jest jak taki troszeczkę młodszy braciszek i ulubiony wujek Luki, który wygłupia się z nim równie mocno co Ty.
- Chłopie, ale Ty masz całe życie przed sobą! - nerwowo gestykulował rękoma, a ja ledwo wstrzymywałam się przed wybuchem głośnego śmiechu. Już cisnęły mi się do oczu łzy, długo tak nie wytrzymam, na pewno. - Z kim ja będę grał w FIFĘ? Kto będzie się ze mną bił, bo nie umie przegrywać?!
- Ej, bez przesady! - zaprotestowałeś. - Ja się tylko żenię!
- Pod pantofel schodzisz! - złapał się za głowę, a Radlinger ze śmiechu spadł z kanapy. Poleciał jak długi, zanosząc się śmiechem. - I patrz, Nika, co narobiłaś - machnął ręką.
- A ja mu kazałam spadać? - uniosłam brew ku górze. - Jakby tu był Luka, to byś już nie miał życia, Radli.
- Właśnie! Luka! Gdzie mój jedyny sojusznik?

Uśmiechnęłam się przez łzy. Niestety, były to jednak łzy smutku.
Cóż, muszę pogodzić się z tym, że zabraknie ich w tym najważniejszym dniu ich pierwszej córki. Przez ten czas zdecydowanie powinnam się przyzwyczaić, ale... Naprawdę nie potrafię. Każdego dnia liczę, że będzie dobrze, że jednak zrozumieją to wszystko i dadzą mi chociażby najmniejszy znak. Ale jak zawsze spotykam się z zawodem. Powinnam pogodzić się z tym, co jest, ale... nie jestem w stanie.
Usłyszałam trzask otwieranych drzwi wejściowych, a po chwili Twój głos. Wróciłeś z treningu... Odłożyłam zaproszenie dla moich rodziców z powrotem do koperty i spróbowałam się ogarnąć, co zapewne mi nie wyszło.
- Cześć, kochanie - ucałowałeś mnie w czubek głowy, obejmując ramionami.
- Hej - powiedziałam półgłosem. Puściłeś mnie jedną z rąk, chwytając w nią kopertę. - Zostaw ją, proszę.
- Jadę jutro do Monachium, aby przekazać zaproszenia Nono i Moritzowi. Możemy pojechać wszyscy razem, ja wezmę Małego, chłopaki go poznają, a Ty...
- Wiesz, że nie będą zadowoleni.
- Wiem też, że bardzo byś chciała, aby się pojawili - westchnęłam ciężko. To była prawda. - Czyli robimy jutro rodzinną wycieczkę do Monachium. Odwiedzimy szkołę, może spotkamy starych znajomych... - próbowałeś jakoś załagodzić sytuację. - Ciekawe, jak zareagowaliby na wieść, że znów jesteśmy razem, a w dodatku mamy dziecko i niedługo bierzemy ślub.
- Pewnie przyprawilibyśmy ich o kilka zawałów - zaśmiałam się cicho.
- Pewnie też by nie uwierzyli... - wyszczerzyłeś się, jednakże po usłyszeniu dzwonka momentalnie zdębiałeś. - No nie mówcie mi, że ten debil już się zebrał - mruknąłeś do siebie, kierując się do drzwi. Halo, co? Jaki debil?
Nim otworzyłeś, ktoś zdołał jeszcze popastwić się nad Bogu ducha winnemu dzwonkowi. Westchnęłam, kręcąc głową, po czym ruszyłam do łazienki, tak naprawdę chcąc dowiedzieć się, kto do nas zawitał.
- Na szczęście nie masz kluczy, bo byś nie był taki kulturalny.
- Skąd wiedziałeś? - Philipp. Hercher. Nie nabyliście się ze sobą w trakcie treningu? - Ej, gdzie syna zgubiłeś?
- W przeciwieństwie do Ciebie to on ma zajęcia - pokręciłam głową, zerkając w lustro. W sumie to nie wyglądałam tak źle. Na szczęście się nie malowałam, miałam tylko lekko zaczerwienione oczy. Szybko przemyłam twarz zimną wodą i ją wytarłam. Od razu lepiej.
Słyszałam, jak przechodzicie do salonu, więc też wyszłam.
- Stęskniłeś się tak bardzo, czy co? - zwróciłam się do dziewiętnastolatka.
- No nie do końca - wyrwałeś się do odpowiedzi. Zmarszczyłam brwi. - Mam w planach go wykorzystać w naprawdę zaszczytnym celu.
- Będziemy testować Wasze łóżko - zarechotał, a ja zdzieliłam się rozpostartą dłonią w czoło.
- Testowaniem zajmie się kto inny i kiedy indziej - rzuciłeś mi znaczące spojrzenie. - Ale przed tym testowaniem trzeba je z łaski swojej złożyć. Wiesz, jak się męczyłem z tymi meblami?
- Ta niewdzięcznica nie była w stanie Ci pomóc? - szturnął mnie przyjacielsko w bok, a ja udałam urażoną, chociaż wewnętrznie jego pojawienie się zdecydowanie poprawiło mi humor. Tryskał taką pozytywną energią, ze promieniował dosłownie na wszystkich.
- Liczyłam, że zajmą się tym prawdziwi mężczyźni, ale... Cóż, trudno, muszę poszukać innych - pokręciłam głową, udając niezadowoloną.
- Czy ona właśnie próbuje mi najechać na ego? - zatwierdziłeś, wybuchając gromkim śmiechem.
- Nie widzisz, że udało mi się to zrobić?
- Kneza, trafiłeś na niezły skarb - uśmiechnąłeś się szeroko.
- Wiem - jakby na potwierdzenie tych słów znalazłeś się obok mnie, po czym pocałowałeś w usta.
- Ej! Ale na 'gorzko, gorzko' to zdecydowanie za wcześnie!

kurduplu mój :|
lubię ten rozdział, jest taki śmieszkowaty z lekka. NO I pojawił się Phil (Samuel Radlinger też, ale csiii XD), kocham go, to taki trochę kozioł ofiarny zabaw Ivana i Tima XDD
A ZA TYDZIEŃ MÓJ ULUBIONY ROZDZIAŁ VEGBUYSNI FGDNHVISMO

a to Philipp. Philipp Hercher, hehe
Ernst
Druga opcja
Du, ich und dein Bruder

4 komentarze:

  1. No jest śmieszkowaty hahha ;D
    Oni są mega zgrani ;D
    Świetny rozdział :)
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest okropnie przezabawne XD
    Hahha xd Śmieszkowaci panowie XD
    Rozdział jest mega! <3 A teraz czekam na ten Twój ulubiony rozdział XD Nie wiem czy się bać Twojego ulubionego rozdziału? :D
    Dobra, czekam bo ten był genialny!:*
    Buźki! :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo ludziu jakie piękne 😍❤
    Uśmiałam się XDD
    Tacy uroczy 😊 ❤
    Czekam na nn. <3
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha onie, kocham ten rozdział ♥
    Ivi schodzi pod pantofel, no kto by pomyślał! :D
    To już się boję, co się dziać będzie na ślubie..:D
    czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń