Zatrzymałam czarnego Mercedesa przed swoim rodzinnym domem. Jak ja dawno tu nie byłam... Ale szczerze, to się wcale nie dziwię, czemu odwiedzałam to miejsce tak rzadko. Miałam z nim same przykre wspomnienia...
To przecież tu usłyszałam najgorsze słowa od swoich rodziców, to tu mnie zostawiłeś... Więc do ja tu do diaska robię?!
Oparłam głowę o zagłówek, oddychając ciężko przez usta. Ta misja to czyste samobójstwo. Przez ostatnie dwa tygodnie, od chwili wizyty babki z Ośrodka, było dobrze. Dlaczego chcę to zniszczyć? Bo zawsze marzyłam o tym, aby to ojciec wprowadzał mnie do kościoła, kiedy byłam ubrana w białą suknię. Aby się wzruszył, przekazując moją rękę ukochanemu. Aby mama przepłakała ze szczęścia całą uroczystość... Eh, marzenia.
Nie mogłam siedzieć długo, musiałam przecież wrócić do moich mężczyzn. Wejdę, powiem swoje, zostawię kopertę i wyjdę. I wrócę do Was.
Wypięłam się z pasów i powoli otworzyłam drzwi. Chłodne powietrze z lekka mnie orzeźwiło. Wysunęłam się ze skórzanego fotela, trzymając w jednej dłoni torebkę. Drugą zatrzasnęłam za sobą drzwi i zablokowałam auto.
Okolica praktycznie się nie zmieniła na przestrzeni lat. Tuż obok mojego domu nadal był ten sam park, w którym się spotykaliśmy. Dom Twoich rodziców nadal stoi na tym samym miejscu, z tą różnicą, że mieszka w nich zupełnie inna rodzina. Nasza szkoła nadal się nie zmieniła. Wszystko jest praktycznie takie samo... Dosłownie wszystko.
Moi rodzice nadal Cię nie trawią. Najchętniej rozdzieliliby nas przy pierwszej lepszej okazji. Twoi to całkowite ich przeciwieństwo... Westchnęłam cicho.
Stopy niepewnie odbijały się od betonowych płyt, jakie były wyłożone tuż obok zjazdu do garażu, który... Był pusty. Może ich nie było?
Zadzwoniłam do drzwi. Naprawdę, czułam się tu tak obco... Więc co ja tu robię?
Miałam się cofać, bo z początku nikt nie otwierał. Racja, przecież Sofia i Bastian w szkole, ojciec w pracy, a mama... Pewnie też gdzieś pojechała.
- Córciu - usłyszałam po zgrzycie przekręcanego klucza i świście ciągniętych drzwi. Stała przede mną, uśmiechając się delikatnie. Całkowite przeciwieństwo z wizyty w moje urodziny. - Wejdź.
- Dzień dobry, mamo - ostatnie słowo przeszło mi z...trudnością przez gardło. Przez najważniejsze lata mojego życia jej nie było. Wyrzuciła mnie przy pierwszej lepszej okazji, kiedy wiedziała, że nie da sobie rady z pomocą dziecku, które samo miało mieć takiego maluszka. Cóż... Na przestrzeni czasu jestem im za to wdzięczna. Dorosłam, byłam ich całkowitym przeciwieństwem... Umiałam wybaczyć, kiedy było trzeba.
- Gdzie mój wnuk? - spytała, kiedy siedziałyśmy w salonie.
- Z Ivanem - zacisnęła wargi w wąską linię, słysząc Twoje imię. Na mojej twarzy zagościł wredny pół uśmiech.
Serce biło mi niesamowicie szybko, czułam się niemal tak samo, jak wtedy, kiedy miałam jej powiedzieć, że z Tobą wpadłam...
- Stało się coś? Pokłóciłaś się z nim? - dobrze mi się wydaje, czy tylko czeka na coś takiego?
- Nic z tych rzeczy! - nagle stres ścisnął moje gardło. - Jest wspaniale, naprawdę. Jakbyś chciała, to byś potrafiła zauważyć w nim to, że się zmienił.
Sięgnęłam do wnętrza torebki, zaciskając palce na kopercie.
- To nie jest tak, jak myślisz...
- A jak? - wtrąciłam. Znowu zacznie swoje głupie tłumaczenia. Znów to samo. - Przecież zawsze miałaś go za zadufanego w sobie durnia, który uganiał się za piłką, marząc o wielkiej karierze. Nie byłaś w stanie zauważyć tego, że zawsze przy nim czułam się szczęśliwa. Komuś potrzebna... Ah tak, przecież nie widzieliście tego, bo byliście zapatrzeni w małych - nieważne, że Sofia ma teraz dwanaście, a Bastian dziesięć lat. Zawsze będą dla mnie mali.
Przymknęłam oczy, masując palcami skronie. Nie potrafiłam dłużej trzymać hardego i pewnego siebie tonu. Nawet jeśli oni na to wszystko zasłużyli.
- Po prostu boimy się z ojcem, że znów to zrobi - chciało mi się śmiać. Przez łzy, na które jeszcze nie czas.
- Czemu Was to tak interesuje, skoro przez większość czasu mieliście mnie gdzieś? Oddaliście mnie pod opiekę Marie przy pierwszej lepszej okazji. Chwała kobiecie za to, że wychowała mnie na kogoś, kto nie jest Wami. Na człowieka pełnego wartości, który potrafi kochać, wybaczając błędy przeszłości - mówiłam coraz mniej składnie, a torebka, leżąca na kolanach, zaczęła mi niesamowicie ciążyć. Zaczęłam się denerwować, dłonie pocić, a ciało drgać. To nie tak miało wyglądać...
- Nie chcieliś...
- Przestań kłamać! - syknęłam, podnosząc się z kanapy. W ostatniej chwili schwyciłam pasek od materiałowego worka, chroniąc go przed upadkiem. Czułam, jak krew w żyłach szybciej pulsuje, w końcu poczułam, że mam siły powiedzieć to wszystko, co we mnie siedzi. - Dobrze wiem, ze nie chcieliście nawet spróbować pomóc Luce i mi.
Zapadła między nami nerwowa cisza. Miałam rację. Potwornie bolącą rację.
- Dlaczego tak nie cierpicie Ivana? Przecież Was nie interesuję. Dlaczego nie umiecie znieść tej myśli, że jesteśmy razem szczęśliwi i chcemy spędzić ze sobą resztę życia?
- Resztę życia? - powtórzyła zaskoczona. Prychnęłam pod nosem.
- Teraz Cię to interesuje?
- Jesteś moją córką, mam prawo.
- Oddając mnie Marie uznałaś, że już nią nie jestem... Ivan miał rację. Nie powinnam tu przyjeżdżać.
Odwróciłam się na pięcie, z zamiarem opuszczenia tego domu. Nic więcej tu po mnie. Cóż, wyjaśniłam wszystko, później pocierpię, że zabraknie ich ze mną. Zacisnęłam powieki, wstrzymując pierwsze łzy.
Nie zdążyłam zajść za daleko, bo już czułam na moim nadgarstku jak zaciska swoją dłoń. Zatrzymałam się.
- Poczekaj, proszę - szepnęła błagalnie.
- Co jeszcze chcesz wiedzieć? - głos mi niebezpiecznie mocno zadrżał, zdradzając wszelkie emocje, jakie mną targały.
- Co rozumiałaś pod 'resztę życia'? - uśmiechnęłam się, spoglądając centralnie na nią. Sięgnęłam po białą kopertę.
- To, o czym właśnie teraz myślisz, mamo - podałam jej ją, a ona spojrzała na mnie z niedowierzaniem. - Pomimo tego, jak jest pomiędzy nami... Naprawdę bym chciała, abyście byli ze mną w tym dniu.
- Jesteś tego pewna?
- Czy gdybym nie była, to przyjeżdżałabym tu, przekazując Ci zaproszenie na swój ślub z nim?
- Nie byłam dobrą matką, ale... Zależy mi na tym, abyś była szczęśliwa. Jeśli tylko chcesz, to pojawię się na Twoim ślubie.
- Boję się reakcji ojca - poczułam na swoich ramionach jej dłonie, które ostatecznie zatrzymały się na łopatkach i przyciągnęły mnie do niej. Nieśmiało się w nią wtuliłam.
- Ojcem się nie przejmuj... Wiesz, jaki jest w stosunku do niego...
- Ty nie jesteś lepsza.
- Ale zależy mi na Tobie.
wiecie co? chciałam być smutna, bowiem zostały tu jeszcze trzy posty do publikacji, ale fakt, że ziom Ivana sobie ze mną snapuje skutecznie broni mi być smutną XDDDD
Ernst
Druga opcja
Du, ich und dein Bruder
Daj mi siebie
![]() |
| gif kompletnie z dupy, ale Ivan nigdy nie był poważny XDD |
wiecie co? chciałam być smutna, bowiem zostały tu jeszcze trzy posty do publikacji, ale fakt, że ziom Ivana sobie ze mną snapuje skutecznie broni mi być smutną XDDDD
Ernst
Druga opcja
Du, ich und dein Bruder
Daj mi siebie

Jestem w szoku :ooo
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się :O
Brawo, brawo panno młoda XDDDD
Cudowny ❤❤❤❤
Czekam na kolejny <3
Buziaki :***
Może rodzice pójdą po rozum do głowy i go zaakceptują... Najwyższa pora ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;)