piątek, 25 marca 2016

osam

Początek weekendu minął szybko. Piątek wieczór mecz, gol i asysta, świetne spotkanie. Miałem możliwie najlepszą motywację - Was.
W sobotni poranek powrót... Od tego czasu czekałem na ten jeden telefon. Od Ciebie... W niedzielne popołudnie ktoś do mnie dzwonił z nieznanego numeru. Odbierałem połączenie czując, że serce zaraz wyleci mi z piersi... A Sebastian się tylko śmiał.
~ Witam, z tej strony Marie Bursche. Mam przyjemność z Ivanem, tak? ~ Twoja ciotka... Moja ostatecznie ostatnia nadzieja. 
- Tak - wykrztusiłem.
~ To świetnie. Dominika mówiła Ci, że chciałam z Tobą porozmawiać, prawda? 
- Tak, w czwartek rozmawialiśmy na ten temat - starałem się za wszelką cenę zachować w miarę normalny ton głosu.
~ Cóż... Może postępuję wbrew jej woli, ale... Chciałabym aby ta rozmowa odbyła się dziś, najlepiej jak najszybciej ~ potakiwałem głową, a Kolbe patrzył się na mnie coraz dziwniej. ~ Mógłbyś przyjechać do nas? 
- D..do Was? - powtórzyłem zdziwiony. Będę wiedział, gdzie mogę Was szukać... 
~ Tak. Zapisz sobie nasz adres ~ podała nazwę ulicy i numer domu, w którym mieszkacie, a ja zapisałem to na karteczce, którą podał mi przyjaciel. 
- Dziękuję, przyjadę jak najszybciej się da - powiedziałem uradowany.
~ Dobrze, do zobaczenia, Ivan ~ zakończyła połączenie. Odłożyłem telefon na stolik, ledwo wstrzymując się przed piskiem godnym małej dziewczynki.
Bramkarz oczekiwał wyjaśnień, widziałem to. Złożyłem papierek i schowałem go do kieszonki spodenek. 
- Dzwoniła jej ciotka... Chce, abym przyjechał do nich - uniósł pytająco brew ku górze. - Chciała porozmawiać. Ze mną. 
- A ona też będzie? - miał na myśli Ciebie... Z jednej strony to dobrze, że Ciebie nie będzie przy tym, ale z drugiej... Chciałem, abyś była. Aby Luka wszystkiego się dowiedział.
- Jest w pracy... - pokiwał głową z uznaniem. Dziwiło go chyba to, że umiałaś poradzić sobie z opieką nad dzieckiem i jego utrzymaniem. 
- O czym chce z Tobą pogadać? 
- Nie wiem, nie myślę o tym. Liczy się to, że zobaczę mojego syna... 
- Kiedy jedziesz? - to wywiad, czy co? 
- Najlepiej jak najszybciej... - westchnąłem. - Chciałbym już to wszystko wiedzieć... 
- No rozumiem... Jak będziesz chciał się spotkać to wiesz, gdzie mnie szukać - podniosłem się z zajmowanego przez siebie miejsca. Pożegnaliśmy się i chwilę potem wychodziłem już z jego mieszkania. 

Gdy zadzwoniła Twoja ciotka wszystkie nadzieje na lepsze dni odżyły. Nie mogę tej okazji tak po prostu schrzanić. Nie mogę już Was stracić. Po prostu nie mogę... 
Jechałem do Was jak na skrzydłach, licząc, że Marie w czymś mi pomoże. Co mogła chcieć? Czemu nie mogłaś mi zdradzić szczegółów, czego będzie ode mnie chciała? Czy to jest aż takie sekretne, że wolałaś by ona mi o tym powiedziała?

Czterdzieści minut później, po połowie czasu spędzonego w korkach, opuściłem pojazd zaparkowany przed Waszym podwókiem. Skromny, piętrowy dom, z zadbanym ogrodem. Ktoś poświęca tu serce i wiele pracy, by osiągnąć taki efekt. 
Przed domem jest huśtawka, na której siedzi starsza kobieta wraz z małym chłopcem. Kobieta na pierwszy rzut oka może być jego babcią, ale tak nie jest... To jest Marie, moja ostatnia nadzieja, a obok niej Luka, mój syn, o którego spokojne i szczęśliwe dzieciństwo chcę walczyć. 
Otworzyłem bramkę i wkroczyłem na podwórko. Niemka od razu przeniosła na mnie swój wzrok, a jej twarz rozświetlił lekki uśmiech. Szepnęła coś chłopcu, a ten zszedł z bujaczki i pobiegł do mnie. 
- Hej mały - kucnąłem, aby zrównać się z nim wzrostem. 
- Dzień dobly - odpowiedział z uśmiechem. Twoim uśmiechem. Tym idealnym grymasem... - Pzysedłeś do nas? 
- Tak, do Ciebie i do cioci. 
- A do mamuś? 
- Mama jest w pracy, prawda? - przytaknął mi. 
Jego oczy uważnie mi się przyglądały. On się domyśla... On już wie... Jest tak bardzo do mnie podobny... Poznałbym go wszędzie.
- Ciocia mi mówila, zie jesteś dla mnie waźny... Jesteś moim tatusiem? - zacisnąłem wargi. Tak bardzo chciałbym mu powiedzieć o tym, ale sądzę, że nie byłabyś zadowolona z tego obrotu sprawy. 
- Wiesz Luka... To jest na razie trudna sprawa, muszę ją wyjaśnić najpierw z ciocią Marie, a potem z Twoją mamą. Wtedy Ci wszystko powiemy - na pewno nie zrozumiał chaotyczności tej wypowiedzi...
-  Ale mamusi dziś ne ma... - westchnął smutno. 
- Luka, mogę Cię poprosić o super ważną sprawę? - w jego oczach, w sumie moich, bo ma po mnie, pojawiły się iskierki. - Nie możesz powiedzieć mamusi, że tu byłem. To będzie taki nasz sekret, okej? 
- Jasne!! - piszczał. Pociągnął mnie za ręce, jakby chciał mi coś pokazać. Podniosłem się, a on zaczął mnie ciągnąć w stronę Marie. 
- Co już mała niedobroto nagadałeś Ivanowi? 
- Nic, proszę pani - odpowiedziałem za chłopca.
- Żadna pani! - zganiła mnie. - Mówiłam Ci kiedyś, że masz mówić na mnie "ciociu". 
- Dobrze, ciociu - od razu się uśmiechnęła. Myślałem, że ona także się odwróciła ode mnie, a tu proszę, w niej mam nadzieję.
- Luka, zaprowadź naszego gościa do salonu, zrobię nam herbatę, dobrze? - mały jej przytaknął i zaczął mnie prowadzić w stronę domu. 
Pomogłem mu wdrapać się po schodach, a potem na kanapę w salonie. 
- Ile masz lat? 
- Tsy. Tsy i pół - oznajmił dumnie. - Chodzę do psedskola i jak mamusia mówi podlywam koleźianki!
Zaśmiałem się, mały Alvaro, jak ja... Żeby tylko robił to lepiej. 
- A robisz coś, oprócz podrywania koleżanek? 
- Bawię się autkami!! - podbiegł do skrzynki na zabawki i wyciągnął kilka samochodzików.
- Luka, idź do pokoju, Ivan się później z Tobą pobawi - do środka weszła ciotka, niosąc tacę z napojami. 
- Pobawiś się ze mnom potem? - przytaknąłem mu, a ten rozanielony pobiegł do pokoju. 
- Brakuje mu ojca - westchnęła, siadając obok mnie. Poczułem ukłucie w sercu. To wszystko to moja wina. 
- A to wszystko przeze mnie... Gdybym tylko nie stracił rozumu...  - ukryłem twarz w dłoniach. 
- Spokojnie, Ivan - kobieta pogładziła mnie po plecach. 
- Co mam zrobić? Ona mnie nienawidzi, jej rodzice tak samo... Jedynie ciocia została po mojej stronie. 
- Bo ja wiem jak to jest... Sama miałam tak samo... Tyle że... Byłam z tym sama, nie miałam pomocy.

Twoja ciotka tyle mi powiedziała... Może zabrzmi to dziwnie, ale wylałem przy tym nie jedną łzę. 
Świadomość tego, że i Ty mnie kochasz... Dała mi jeszcze więcej nadziei. Po prostu potrzebujesz czasu, a ja dużo silnej woli, by w pewnym momencie nie rzucić tego wszystkiego w cholerę. 
Dowiedziałem się, ile po tym cierpiałaś... Jak ciężko znosiłaś ciążę... O komplikacjach po porodzie i nie tylko... 
Rozmawialiśmy długo. I szczerze. Dowiedziała się wszystkiego, co działo się ze mną po tym czasie. Otworzyłem się przez nią całkowicie. 
Luka to takie cudowne dziecko! Parę razy przez przypadek powiedział na mnie "tata", a potem przepraszał... Nawet nie wiesz, co wtedy czułem. Ale on niestety nie wie, że to, co mówi to prawda... Nie chcę tego przed nim ukrywać, ale wbrew Tobie nie będę mu nic mówił...



Szkoda, że ludzie w opowiadaniach to wyidealizowane twory naszej wyobraźni. Postacie, którymi byśmy chcieli się otaczać. Szkoda, że to wszystko w prawdziwym życiu jest jeszcze bardziej pogmatwane.... Najbardziej żal mi tego, że nie wszyscy są w stanie sobie poradzić z trudnościami ludzkiej egzystencji...
Z okazji zbliżających się Świąt Zmartwychwstania Pańskiego chcę Wam życzyć tych dni spędzonych w gronie rodzinnym oraz bogatego Zajączka!💕

3 komentarze:

  1. Ile razy powtarzałam, że to jest przepiękne? nie wiem <3
    Ile razy powtarzałam, że pragnę tego więcej i więcej? nie wiem <3
    Ale kuźwa Domi! XD kocham to w cholerę mocno!!! ♥♥♥♥
    Brakuje mi słów :C
    Idealne <3
    Cudne <3
    Wspaniałe <3
    Czekam z niecierpliwością na kolejny <3
    Buziaki :****

    Wesołych! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ty cudownie piszesz �� ale to już pewnie wiesz �� Młody jest słodki�� Czekam na kolejny ��



    Wesołych 😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Refleksje życiowe Dominiki Badstuber.. :D
    Ivan to taki ideał i słodziak normalnie! <3
    Ah! Kochanieńka wiesz że piszesz cudownie? No pewnie, że wiesz boś geniusz! ^^
    Czekam na kolejny! :*
    Wesołych Świąt! :*

    OdpowiedzUsuń