Stałeś się częstym gościem w moich myślach. A także w klubie. Nie zawsze siedziałeś bezpośrednio przy barze, ale czułam Twoją obecność. Niekiedy była uciążliwa, a chwilami... Nawet potrzebna. I to bardzo.
Sprzątałam właśnie lokal po skończonej zmianie. Niestety, w tym tygodniu na mnie przypadła kolej. Prócz mnie był jeszcze Davy, który musiał go zamknąć po wszystkim.
Czyściłam właśnie jeden ze stołów, musiałam się trochę nachylić, aby go do końca przetrzeć... Myślałam, że jestem sama w pomieszczeniu, dopóki... Nie poczułam na swoim tyłku czyichś dłoni. Momentalnie zamarłam, a szmatka trzymana w mojej dłoni spadła na ziemię.
Tymczasem jego ręce przesunęły się wyżej, pod koszulkę... Oddech uwiązł mi w gardle.
- Oj, kochanie, spójrz na mnie - usłyszałam głos właściciela lokalu. Odwróciłam się przerażona przodem, a on skorzystał na tym i przyparł mnie do mebla. Cholera.
- Cofnij się - warknęłam, a on tylko się zaśmiał, obejmując jedną dłonią mój policzek. Zadygotałam ze wściekłości, a on przysunął się jeszcze bliżej, napierając na moje wargi w ohydnym pocałunku. Szamotałam się, a on silnie mnie trzymał swoim cielskiem...
Wcisnął kolano między moje nogi i podsadził mnie na stół.
- Skarbie, nie masz co się krępować... Żadna się nie musiała prosić, sama chciała.
- Nie chcę - syknęłam, wymierzając mu solidnego kopniaka w czułe miejsce. Cofnął się, sycząc z bólu, a ja skorzystałam z okazji i wybiegłam z sali. Moja noga nigdy więcej tam nie postanie... Nigdy.
Miałam opuszczać klub, ale jego łapska znów mnie pochwyciły. Wyszarpałam klamkę i pchnęłam ją przed siebie. W takich chwilach człowiek prosi o jakąś pomoc, ostatnią deskę ratunku, a ja? Nie było nikogo...
- Zostaw! - krzyknęłam jak najgłośniej się dało. Może stanie się cud i ktoś się zjawi, aby mi pomóc... - POMOCY!
Davy się tylko zaśmiał drwiąco. A ja dalej zapierałam się w wejściu, drąc gardło.
A wtedy pojawiła się moja Nadzieja. Ktoś walnął Holendra z całej siły w twarz, przez co poleciał na ścianę. Mój Bohater zaś porwał mnie w swoje ramiona, a ja... Rozpłakałam się, wtulając się w Jego pierś.
- Misia, kochanie - to byłeś Ty... Jak dobrze, że się zjawiłeś! - Co Ci zrobił?
Poryczałam się bardziej, chowając się w Twoim uścisku. Twoje dłonie gładziły mnie od włosów po plecy, mocno przyciskając do siebie. Ogarnęło mnie...dziwne poczucie bezpieczeństwa....
Wziąłeś mnie na ręce i ruszyłeś przed siebie, by niedługo potem posadzić na ławce, w bezpiecznej odległości od lokalu. Kucnąłeś przede mną i złapałeś za dłonie.
- Co ten kretyn Ci zrobił? - wycedziłeś przez zęby. Czułam, że najchętniej byś się tam cofnął i pokazał mu sprawiedliwość...
- On... chciał się... do mnie dobrać... - wyłkałam, a Twoje ramiona znów mnie oplotły. Dawno nieodczuwane uczucie znów się pojawiało... A ta bliskość... Oh...
- Ale tego nie zrobił... Csii, nie płacz - poprosiłeś, lekko unosząc mój podbródek. Twoja twarz była spięta, jednocześnie taka... Taka smutna. Oparłeś się policzkiem o mój, dalej miarowo przejeżdżając dłonią po moim tułowiu.
Powoli się uspokajałam. Mimo to łzy dalej spływały strużką po twarzy.
- Zabierz mnie stąd - szepnęłam. - Gdziekolwiek, bylebyśmy byli jak najdalej od tego miejsca. Proszę...
Powoli mnie podniosłeś i poprowadziłeś w stronę swojego samochodu. Nie protestowałam, wątpię, czy dziś byłabym w stanie sama wrócić. Pomogłeś mi wejść do środka, po chwili sam się znajdując na swoim miejscu.
- Do Ciebie lepiej, tak? - zapytałeś, a ja tylko przytaknęłam. Bez słowa zawróciłeś pojazdem, a ja spojrzałam na Ciebie zaskoczona, po chwili reflektując się, że przecież wiesz, gdzie mieszkam... Zdecydowanie trzymał mnie szok po tym, co działo się kilkanaście minut temu.
Cały czas uważnie się na mnie patrzyłeś, nieważne, czy jechałeś, czy staliśmy na światłach. Czułam, że jestem bezpieczna. Tu, w tej ciasnej przestrzeni Twojego auta. Z Tobą.
- Podstawię Ci jutro rano samochód, dobrze? - nie odpowiedziałam.
- Ivan... - dalej nie podnosiłam głosu. Chrząknęłam cicho. - Możesz... Mógłbyś zostać ze mną na noc?
Twoje oczy się rozwarły do granic możliwości, podobnie jak wargi, które chwilę potem wykrzywiły się ku górze.
- Jeśli tylko życzysz sobie mojej obecności, to oczywiście, że tak - odpowiedziałeś z lekkim uśmiechem. Delikatnie musnąłeś opuszkami palców mój policzek. Po moim ciele rozszedł się dreszcz, przez który przymknęłam powieki.
- Śpij, nic Ci nie grozi - szepnąłeś, a ja posłusznie zamknęłam powieki. Jednakże nie mogłam zasnąć, to, co się działo kilkanaście minut temu przeszywało moje myśli. Szok na szczęście jak szybko się pojawił, to w tym samym tempie zniknął.
Następne kilkanaście minut potem byliśmy już na miejscu. Schwyciłeś mnie w talii i poprowadziłeś przez podwórko. Zdałam się na Ciebie, nie miałam dziś siły na nic. Absolutnie.
- Daj klucze - powiedziałeś, a ja złapałam się za kieszenie, nie wyczuwając charakterystycznego breloka.
- Są w aucie...
- A chociaż od samochodu masz? - gdyby nie sytuacja to pewnie potraktowałbyś mnie jak jedną z największych kretynek tego świata.
- Tak - wyjęłam je z kieszeni spodni, a potem Ci je podałam. Zapukałam do drzwi, nie chcąc budzić małego dzwonkiem. Chwilę później już otwierała nam ciocia. Wyraźnie się ucieszyła na ten widok... A moje serce zabiło dwa razy szybciej.
- O, a kogo my tu mamy?
- Ciociu... - zacząłeś tak po prostu. - Dominika już nie będzie tam pracować. Nie pozwolę, aby jakikolwiek kretyn się do niej zbliżył - oczy kobiety sprawiały wrażenie jakby miały wylecieć z orbit.
- Nareszcie... Mówiłam Ci, że tam nie powinnaś nigdy zaczynać! - zganiła mnie.
- Ale ciociu... Potrzebujemy pieniędzy, dobrze o tym wiesz.
- A Luka potrzebuje rodziców cały czas i co? - zasępiłam się, a Twoje dłonie mocniej mnie oplotły w talii. Miałam wrażenie, że schwyciło Cię poczucie winy. Zresztą nie pierwszy raz, prawda?
- Nie rozmawiajmy o tym... Wchodzisz? - zwróciłam się do Ciebie, a Ty mi przytaknąłeś. Weszliśmy do środka, a kobieta zamknęła za nami drzwi.
- Pewnie jesteście głodni, odgrzać Wam kolację?
- Jasne - odpowiedział za naszą dwójkę, a niewiele potem już jedliśmy odgrzewaną zapiekankę z serem. W sumie to Ty jadłeś, ja jakoś nie miałam ochoty.
Marie cały czas nas obserwowała, jakby zadowolona z tego, że tu jesteś. Przecież ona Cię uwielbiała... I dalej to robi. Nigdy nie umiała się zgodzić z decyzją moich rodziców. W sumie to nikt nie umiał jej zrozumieć, nieprawdaż?
Po kolacji wzięłam prysznic, a Ty cierpliwie na mnie czekałeś, zapewne rozmawiając o mnie z ciocią.
Wyraźnie wykorzystywałeś fakt, że potrzebowałam bliskości, a w Twoich ramionach było mi tak błogo... Bez słowa poprowadziłeś mnie do mojej sypialni, a następnie na łóżko. Powoli rozluźniłeś uścisk, a ja... Przytuliłam się mocniej.
- Chociaż ten raz zostań... - wyszeptałam, czując napływające do oczu łzy.
- Cichutko kochanie... Już zawsze będę - ponownie zamknąłeś mnie w swoim uścisku.
no to więc mamy dziesiątkę, która pomimo niesielankowego początku stała się dość...dobra, hehe. ale spokojnie, około 20 rozdziału spróbuję, aby trochę się wszystko posypało...:D
czekam na Wasze opinie!💞
Amnesia
Ernst
Falsches Spiel
![]() |
czekam na Wasze opinie!💞
Amnesia
Ernst
Falsches Spiel

Jeeeezu naprawdę chce mi się wyć i to nie jest żaden chwyt marketingowy. Ale może po kolei, może po kolei jeśli to jest w ogóle możliwe, bo akurat dziesiąty rozdział, czyli ostatni jak dzisiaj przeczytałam rozłożył mnie na łopatki. Aż nie wiem, gdzie przecinki wstawiać.
OdpowiedzUsuńMoże zacznijmy od tego, że w tym opowiadaniu dostrzegam przemianę Ivana - na początku był taki wiesz, młodzieniaszek, zero konsekwencji etc, a teraz? Chce się zająć i Niką, i Luką (a mnie to rozwala, ok ok). Te opisy, w których boje mówią o tym, jak cierpią mnie rozkładają na łopatki, bo mam wrażenie, że czuję to, co oni czują. Często kłębią się w nas różne uczucia, które jest ciężko opisać, a Ty opisujesz... i to jak, Jezu (trzeba się wyspowiadać).
I w ogóle ja to nie wiem, ale ja cały czas czytając "Davy" mam przed oczami Klaassena, co... w tym rozdziale jest beznadziejne... ale później on się zmienił w ohydnego człowieka... Oj krzywdzisz tą Nikę, to trzeba przyznać! Na wstrzymanym oddechu czytałam aż do momentu, aż Ivan się ją troskliwie zajął (Jezu, jak dziwacznie to brzmi XD a my czujemy takie klimaty). I nawet ciocia ich shippuje! Ja bym im już wyprawiała weselicho!
Ja to nie wiem, chyba ja się posypię, jak spróbujesz ich posypać, bo traktuję ich jak przyjaciół (hehe tak).
btw jak piszesz o bawiącym się z Luką Ivanem, to nie myśl, że pozostanę na to obojętna.
btw 2
"- Chociaż ten raz zostań... - wyszeptałam, czując napływające do oczu łzy.
- Cichutko kochanie... Już zawsze będę - ponownie zamknąłeś mnie w swoim uścisku." - MISTRZOSTWO ŚWIATA
Dobra, nie ma co więcej pisać, zresztą przepełniają mnie uczucia i emocje, które trudno tu opisać, mogę dodać jeszcze tyle: kocham.
Bo to prawda.
Pozdrowienia pełne miłości,
kocham mocno,
Luuvmysahineq x
Ja co kuźwa dam od 20 się posypie! -.-
OdpowiedzUsuńPamiętaj, że cię dorwę! :*
Nie pozwalamy! Nie pozwole no! ;((((
Dominika, zlituj się nad mym sercem :((
Takie przepiękne❤
Ivi bohater aww *.* :D
Czekam na kolejny <3
Buziaki :*
Powiadasz, że po 20 wszystko pomieszasz... -.- Niech Cię piekło pochłonie gupia cipko XD
OdpowiedzUsuńMaterdei.. Ja bym ich już pożeniła, ale Ty oczywiście wolisz zwlekać do 40 rozdziału, aż Ivi będzie starym dziadziem... :( Ale sie nie czepiam xd
Czekam na kolejny Dominiko! :D
Kocham tego bloga, a to zdjęcie, które dodałeś jest takie OMFG... *O* Se ustawie na tapetę wszędzie xDDD
No jak tak możesz, kiedy wszystko zaczyna się układać, to Ty chcesz coś zmieniać...!! T_T
OdpowiedzUsuńZlituj że się ;-; Już wystarczająco się główna bohaterka nacierpiała przez niego, a Ty masz w planach żeby się posypało ;-;
Czekam na kolejny!
Znajde cie jak cos odwalisz, nie wiem jak ale znajde...
OdpowiedzUsuńPraca w klubie, zwykle tak sie konczy 😥
Czekam na kolejny