piątek, 19 sierpnia 2016

dvadeset devet

Zatrzymałem samochód tuż obok Merca należącego do Moritza. Byliśmy w Monachium. To miasto przywołało tyle wspomnień... I to niekoniecznie tych radosnych. Westchnąłem ciężko, przypominając sobie każdą wizytę u Twoich rodziców po tym, jak... Jak stchórzyłem.
Nie byłem zwolennikiem ich obecności na naszym weselu, ale... Przecież to Twoi rodzice. Powinni chociaż udawać, że się cieszą Twoim szczęściem...
Najchętniej bym nawet nie pozwolił Ci tam jechać. Zostałabyś z nami.
- Tyle się tu działo... - uśmiechnęłaś się blado, opierając głowę o zagłówek. - Pozdrów Kodjoviego i Moritza.
- Może jednak zostaniesz? Nie chcę Cię puszczać tam samej.
- Wiesz, że nie byliby za szczęśliwi, gdyby Cię zobaczyli - miałaś rację. To spotkanie zapewne nie należałoby do najprzyjemniejszych. I do tych, które przebiegłyby w rodzinnej i sielankowej atmosferze. Pewnie poleciałyby talerze. I nie tylko one.
Wypiąłem się z pasów i otworzyłem drzwi. Niechętnie, ale powtórzyłaś po mnie, przechodząc na moje miejsce. Ja poszedłem po małego, który przeglądał jedną z wielu książeczek z obrazkami. Wyciągnąłem go z pojazdu, zabierając też torbę z potrzebnymi dla niego rzeczami.
Postawiłem chłopca na ziemi, chwytając jego rękę. Mały bagaż przerzuciłem sobie przez ramię.
- Uważaj na siebie - nachyliłem się nad Tobą, całując Cię w czoło.
- Nie zacznijcie się wygłupiać, jak za najlepszych czasów i pilnuj Małego - uniosłaś głowę, trafiając na moje usta, które przez chwilę czuły Twój dotyk. Pogładziłaś mnie po policzku, spuszczając wzrok na Lukę. - Luka, słuchaj taty, mama niedługo będzie, dobrze?
- Dzie jedzieś? - spytał, układając ustka w podkówkę.
- Mama musi załatwić jedną sprawę, ale niedługo będę. Bądź grzeczny - skinął główką. - Idźcie już.
Machaliśmy Ci, dopóki auto, w którym siedziałaś nie zniknęło nam z widoku.
- Dzie idzemy? - spytał chłopiec, kiedy znaleźliśmy się w budynku.
- Poznasz dwóch nowych wujków, których będziesz mógł męczyć tak samo jak wujka Philippa - uśmiechnął się na samą myśl o tym, jak rozrabiali wczoraj z Philem. Mógłby sobie swoje zrobić, a nie moje wykorzystywać! Ale nie powiem, niekiedy potrzeba takiej chwili wytchnienia w ciągu dnia.
Wjechaliśmy windą na czwarte piętro. Mały był zachwycony tym, że przejechał się tą metalową klatką. Cóż, dla niego sporo rzeczy nadal jest nowe. I to w byciu dzieckiem jest cudowne - ten brak trosk, poznawanie wszystkiego... Ten to zdecydowanie miał dobrze.
- Zrobimy wujkom niespodziankę - powiedziałem bardziej do siebie. Nigdy nie rozmawiałem z nimi o tym, co się stało. Mimo, iż byli dla mnie jak rodzeni bracia. Nie byłem w stanie... Na dobrą sprawę tylko Mike i Sebastian wiedzieli wszystko. Ale i tak po czasie...
Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi, trzymając trzylatka na rękach. Zaciskał paluszki na pasku torby, badając jego fakturę. Uśmiechał się pod nosem, mamrocząc coś po swojemu.
Drzwi się otworzyły, a Nono niemal nie zachłysnął się śliną na widok, jaki zagościł przed jego oczami.
- Luka, powiedz 'cześć' do wujka - szczęka Koussou niemal nie znalazła się na podłodze z wrażenia.
- Ceść ujek!! - pisnął Mały, wyciągając rączki w jego stronę. Zaśmiałem się, kiedy ten nadal nie był w stanie zebrać się do powiedzenia czegokolwiek i tylko wpatrywał się we mnie z szeroko rozwartymi oczami.
- Kneza? - dołączył do nas Moritz, którego trochę mniej przytkało. - A to kto? - skinął głową na Lukę.
- To mój syn, nie widać? - oboje zamrugali kilkakrotnie, próbując przetrawić to, co im powiedziałem. A ja się z nich śmiałem. 
- Ile czasu my się nie widzieliśmy? Pół roku? Może mniej? - pierwszy ogarnął się Leitner.
- Przecież on ma z co najmniej trzy lata - wyrzucił z siebie Nono, kiedy powrócił mu język.
- W grudniu będzie miał cztery - twarz Nono przyjęła wyraz 'wtf'. - Może wejdziemy do środka? Luka nie wygląda na takiego, ale swoje waży.
Zrobili nam miejsce, a ja w końcu postawiłem Małego na podłogę i zsunąłem ze stóp buty. Chłopiec cały czas stał przy mnie i nieproszony nic nie mówił. To dziwne, przecież zazwyczaj jest taki otwarty!
W czwórkę przeszliśmy do salonu.
- Tata - pociągnął mnie za rękę. - Autka.
Wyciągnąłem z torby potrzebne dziecku rzeczy i podałem je mu. Usiadł na podłodze i zaczął się bawić.
Chłopaki cały czas go obserwowali, nie mogąc uwierzyć swoim oczom. Gdyby któryś z nich nagle przyjechał na takie spotkanie z dzieckiem pewnie też bym tak reagował.
- To jak? Chcecie usłyszeć historię pojawienia się Luki na tym świecie?
Niemrawo mi zatwierdzili, a ja rozwaliłem się na kanapie, jakbym był u siebie. W sumie czułem się, jakbym był u siebie. Kiedy przypomnieli sobie o czymś takim jak nogi, dołączyli do mnie.
Odetchnąłem ciężej, spoglądając przez chwilę na moją małą kopię.
- Pamiętacie Domi, co nie? Często przychodziłem z Wami do niej jak jeszcze byliśmy w liceum. Chodziła do naszego gimnazjum i mieszkała niedaleko mnie - zatwierdzili. - Ona jest jego matką.
- Jakim cudem? - wyrzucił z siebie bardziej zaszokowany Kodjovi.
- Nie mów mi, że mam Ci tłumaczyć, jak się robi dzieci - usłyszałem plask. Moritz strzelił facepalma. Na całe szczęście Luka był tak zaabsorbowany zabawkami i obcym miejscem, że za dużo nie mówił i nie reagował. - Wpadliśmy, a ona się wtedy przeprowadziła z Monachium do Norymbergi, bo... Sam stchórzyłem. Rzuciłem ją po tym, jak się dowiedziałem - dodałem cicho, kiedy spojrzeli na mnie wyraźnie zaciekawieni.
- Ale... - uśmiechnąłem się sam do siebie, sięgając do torby po dwie koperty, które im podałem. Cierpliwie czekałem, aż zapoznają się z jej zawartością.
- Jakim cudem Ci się udało do tego doprowadzić? - zapytał Moritz, który jako pierwszy skończył lekturę. Pomachał w powietrzu ozdobnym papierem.
- Los tak chciał? Najwyższy nad nami czuwał? A może dlatego, że ją kocham? - każde z tych pytań było tak naprawdę odpowiedzią.
- Wybaczyła Ci? - Leitner pokręcił głową. Co jak co, ale Nono nigdy się nie zmieni. 
- Czy gdyby mi nie wybaczyła, to zapraszałbym Cię na swój ślub z nią? 
- Daj mu chwilę, wiesz, że to analfabeta - zaśmialiśmy się, a Luka do nas poszedł. 
- Jestem w szoku, a nie - burknął w odpowiedzi. Spojrzenia Mo i Małego się skrzyżowały. Uśmiechnął się, wyciągając rękę w stronę naszego synka. 
- To jak, Luka? Przybijesz wujkowi piątkę? - chłopiec się uśmiechnął i uderzył swoją rączką o jego dłoń.


squad w komplecie, hehe
Okej, teraz pytanie: dlaczego kocham ten rozdział? XD
ps. zbliża się koniec tej historii.

Ernst
Druga opcja
Du, ich und dein Bruder

Daj mi siebie

3 komentarze:

  1. Bo jest Mo prawda? Ahahahah XDD
    Cuuuuuuudowne ❤❤
    Jak zawsze <3
    Ale ja coś czuje no xd coś mi mówi, że ty zaskoczysz nas w następnym xDD tak jak zawsze xddd
    Jaki koniec? Ja chyba oczopląsu dostałam. Żadnego końca błagam :'(
    Czekam na kolejny ❤
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozwalili mnie hahahha ;D
    Cudo <3
    Nie chcę tutaj końca ;v
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu ja się popłakałam, pomocy XDD Co jest ze mną nie tak? Ale tak, jak tak samo kocham ten rozdział sama nie wiem dlaczego. A nie, jednak wiem - bo jest świetny?
    Boże, dobrze, że rozmowę Niki z rodzicami zostawiłaś na następny rozdział, bo chyba bym tego nie przeżyła. Myślę o tym, co się może wyobrazić, ale - Boniu - naprawdę nie wiem.
    A ta sytuacja z chłopakami... wygrałaś. Wygrałaś talon na Ivana i balon, ciekawe co z tym zrobisz hehe. Nono to mój mistrz XD Oboje ciężko łapiemy rzeczywistość XD
    No i lepiej, żeby im nie tłumaczył, jak się robi dzieci, bo jeszcze taki Nono Jr wyskoczy lub Moritz Jr, Borze leśny, MORITZ JR, chyba ponosi mnie wyobraźnia, naprawdę.
    Albo ten moment, w którym Mo przywitał się z Luką, Jezuuuuuuuu chyba właśnie przez to się rozpłakałam XD Głupi chujek poszedł do Lazio grać, ale ja mu tego nie daruję XD A w moich myślach, to wyglądało tak cudownie i rozkosznie no jejuniu, znowu załącza mi się fangirl, weź to wyłącz D: XD
    Squadzik całkiej ekhm przyzwoity, hehe.
    Nie wiem, co zrobię, jak to się skończy. Jasne, może i ostatnio zrobiłam sobie wolne od czytania i komentowania, ale Ty mnie kochasz i wybaczasz hehe. A ja już Ci raz mówiłam, że to Ivana (w sensie fanfik) kocham najbardziej. Dobrze, że dodałam, bo wyszłoby ciut niestosownie.
    Ale napawajmy się chwilą, póki to trwa!

    Tysiące fruwających buziaków leci w Twoją stronę

    OdpowiedzUsuń