Kolejne dni były... Spokojne. W sumie to nie działo się nic szczególnego, schemat dnia każdorazowo się powtarzał. Ale cieszyłam się, było to coś zupełnie innego. O wiele lepszego od tego, co było. Cieszyłam się każdą chwilą, jaką spędzałam pośród moich cudownych mężczyzn. Każdą chwilą w Twoich objęciach. Każdą chwilą możliwości patrzenia się na to, jak bawisz się z Małym...
- Ivan? - zwróciłam się do Ciebie, kiedy wysiadałeś z samochodu, nie gasząc silnika. Byliśmy bezpośrednio po Twoim meczu i mieliśmy wpaść do ciotki z niespodziewaną wizytą...
- Za chwilę wrócę. Chodź, Mały - otworzyłeś tylne drzwi, aby...wyciągnąć Lukę. Patrzyłam się na Ciebie zaskoczona, po chwili przytomniejąc.
Nacisnęłam klamkę jedną ręką, drugą wypinając się z pasów. Miałam wysunąć jedną z nóg, aby opuścić pojazd, ale powstrzymała mnie Marie, machając mi palcem z uśmiechem. Co to za spiski? Czemu ona wiedziała o czymś, a ja nie?
- Na uciekanie będziesz miała jeszcze dużo czasu - stanąłeś nade mną, szczerząc się jak głupi do sera. Co ma piernik do wiatraka? - A teraz grzecznie siadaj.
Marie zabrała Lukę do domu, pozostawiając mnie kompletnie zdezorientowaną.
- Naprawdę jeszcze się nie domyśliłaś? Przecież tyle razy Ci o tym mówiłem... - ten uśmiech, kiedy to mówiłeś... Nie, to nie jest odpowiednia chwila na myślenie o tej sprawie. O sprawie, która ostatnimi dniami coraz częściej obrazowała się w mojej głowie... Gdzie tam, to moje zwykłe przewrażliwienie.
Całą podróż zastanawiałam się, czy naprawdę mogło Ci chodzić o sprawę związaną ze ślubem, czy po prostu powoli szaleję. Jednakże kiedy zatrzymywaliśmy się przy kościele...
- Nie wierzę - wyszeptałam, a Ty tylko mnie objąłeś ramieniem w pasie.
- Obiecałem Ci to, kochanie - cmoknąłeś mnie w czoło, do uścisku dołączając drugą rękę. Wtuliłam się w Ciebie, czując coraz większe szczęście. To nie sen, prawda? - Dając Ci ten pierścionek przyrzekłem, że doprowadzę do tej chwili.
Wypuściłeś mnie z uścisku, chwytając moją dłoń, a potem... Skierowaliśmy się w stronę kancelarii znajdującej się przy parafii.
Chciało mi się płakać. Ze szczęścia i niedowierzania. Moje wyidealizowane w wyobraźni życie stawało się rzeczywistością. To na pewno sen, to wszystko... Jest za piękne, żeby mogło być prawdziwe.
- Teraz można zabrać się za przygotowania - zażartowałeś, kiedy tylko wyszliśmy z parafii. Dwudziesty szósty grudnia miał być jednym z naszych najważniejszych dni. I najpiękniejszych.
- Mamy jeszcze tyle czasu! - zaprotestowałam. Przecież dwa miesiące to szmat czasu!
- Tak się tylko mówi, że to dużo. Ale się zdziwisz, że dosłownie za chwilę nadejdzie ten dzień. Musimy sporządzić listę gości, zarezerwować salę, wszystkie szczegóły... - rozmarzyłeś się, otwierając mi drzwi od auta. - Ah, i trzeba powiadomić rodziców. Chociaż moich...
Z lekka się zasępiłam. Oddałabym wszystko...no prawie wszystko, aby i moi rodzice byli w stanie cieszyć się z tego, że i ja w końcu jestem szczęśliwa. No ale... Nie można mieć wszystkiego. Trudno. Będą musieli to przeżyć.
- Czyli.... Czyli jutro kierunek Schaafheim? - skutecznie zwalczyłam negatywne uczucia. Przecież mamy się w końcu cieszyć. Nareszcie jest dobrze. Moi rodzice, w porównaniu do tego wszystkiego, to naprawdę niewielki epizod.
- Tak, zdecydowanie!
Luka, jak to on, cieszył się na myśl o wizycie u dziadków. Wieczorem sporządziliśmy listę gości i od poniedziałku ruszamy z załatwianiem wszelkich spraw związanych z uroczystością naszych zaślubin. Mały, mimo iż do końca nie rozumiał tego wszystkiego, to cieszył się równie mocno, co i my.
U rodziców byliśmy koło południa, po półtoragodzinnej trasie, umilonej na wszelkie sposoby. Tak jak się spodziewaliśmy, Twoi rodzice także ucieszyli się na tę wiadomość.
- Lepszej wiadomości nie mogliśmy usłyszeć! - Agate radośnie zaklasnęła w dłonie.
- No chyba że mielibyśmy zostać po raz kolejny dziadkami - swoje musiał dorzucić Marko, a całe towarzystwo wybuchło śmiechem. No może nie całe. Ja nie byłam w stanie.
Dziwnie się poczułam. Nawet nie wiem czemu. Może to po słowach mojego przyszłego teścia?
Moja głowa podsunęła mi myśl, której nie byłam w stanie odpędzić. Czy to czas na rodzeństwo dla Luki? Gdzie tam, to zdecydowanie za wcześnie. Przecież mamy na to zdecydowanie za dużo czasu, a poza tym... Boję się, że jeśliby doszło do tego... Nie, nie mógłbyś już tego zrobić.
Znikąd poczułam Twoją dłoń na swoim ramieniu. A potem wargi przy uchu.
- Wyjdźmy na chwilę na zewnątrz - wyszeptałeś, prowadząc mnie w stronę wyjścia.
Próbowałam oddychać normalnie, nie rozdrabniać się nad słowami Marko, ale... Nie potrafiłam. Zaczęłam się bać coraz bardziej, wspomnienia sprzed czterech lat wróciły. Odrzucenie. Ból... Zacisnęłam powieki, kiedy tylko poczułam pieczenie oczu. Naprawdę to nie jest odpowiednia chwila na okazanie słabości i strachu.
Zatrzymaliśmy się. Twoje dłonie schwyciły moje.
- Spójrz na mnie - szepnąłeś, kciukiem pocierając skórę policzka. Zaprzeczyłam, bo wiedziałam, że się popłaczę. - Mam do powiedzenia coś naprawdę ważnego. Ważnego dla Ciebie, dla naszego syna... Dla naszego życia.
Odetchnęłam ciężej. Z jednej strony te słowa, a z drugiej strach... Mimo to jednak te słowa wygrały.
Przywitał mnie Twój pogodny uśmiech, widziany z tak bliskiej odległości. Zacisnęłam wargi, przenosząc na Ciebie wzrok.
- Widziałem, jak zareagowałaś na słowa mojego ojca. Wiem, co wtedy słyszałaś w głowie... Też to słyszałem.
Słuchałam tego, co mówisz, z rosnącym niepokojem. Co chciałeś mi przez to przekazać?
Schwyciłeś moją twarz w swoje dłonie. Łzy powoli wypływały z moich oczu, pokazując, że... No że się boję. Cudownie, prawda?
- Nie masz się czego bać, słońce - musnąłeś delikatnie moje usta. Położyłam dłonie na Twoich ramionach, próbując przekonać się do tych słów. W końcu nie mam się czego bać. - Przecież wiesz, że nigdy Cię nie zostawię.
- Teraz tak mówisz... A co, jeśli znów przestraszysz się odpowiedzialności?
- Nie przestraszę - Twój głos był niesamowicie pewny. - Gdybym się bał odpowiedzialności, to czy walczyłbym o to wszystko? O nasze szczęście?
Nie musiałam słyszeć na te pytania odpowiedzi. Była ona zdecydowanie za oczywista.
nim się zebrałam, żeby coś tu napisać, to musiałam się popatrzeć na tego gifa. przepraszam.
![]() |
| dokładnie tak, Ivan. odpowiedź była za oczywista. |
ostrzegam Was: to szczęście NIE JEST chwilowe. ono już będzie, żebyście nie myślały, że moim hobby jest niszczenie życia moim bohaterom :| tu już będzie tak szczęśliwie i nawet śmiesznie, że będziecie śmieszkować ze mną :|

aaaaaaa jak pięknie! ♥♥♥
OdpowiedzUsuńcałe szczęście, że już nic tu nie popsujesz, hehe
czekałam na tą chwilę z ustalaniem już wszystkiego co do ślubu awh♥
czekam nn ♥
Maaamo jakie to piękne ❤❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńWiesz, że Cię kocham nie? XDDD
Ich tez i to bardzo ❤❤ XD
Oni są wspaniali <3333
Czekam na kolejny <3
Buziaki :**
No w końcu się ustatkowali i wyszli na prostą! <3 Będą tak szczęśliwi i będzie śmieszkowanie ever <3 Tak to uwielbiam i Ivana, który już ogarnia ślub ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział kochana <3
Pozderki! :*
Kolejny konkret! I to mnie cieszy :D oby tylko teraz rodzice Dominiki się nie mieszali...
OdpowiedzUsuńAhh już nie mogę się doczekać ślubu xD a co do słów Marko, może faktycznie powinni pomyśleć o rodzeństwie dla Luki ;)
No w końcu wszystko się układa ;)
OdpowiedzUsuńJacy oni są słodcy *.*
Rodzeństwo? Mają czas ;)
Czekam na kolejny ;)